Skip to main content
Dziennik Zmian — Miłka O. Malzahn

Dziennik Zmian — Miłka O. Malzahn

By Milka O Malzahn
Tworzę te miniaudycje, żeby było można dotknąć tego, co jest poetyckie w naszej rzeczywistości. Dziennik Zmian to dźwiękowy zapis pozornie zwyczajnej i pozornie szarej codzienności. Są tu i refleksje, detale, zaskakujące brzmienia, bo świat bywa i zaskakująco tajemniczy, i wciąż piękny i relaksujący. Uwierz mi.
Albo nie wierz... po prostu posłuchaj.
A jeśli spodoba Ci się odcinek, zaproś mnie na kawę ;) - buycoffee.to/dziennik.zmian
Listen on
Where to listen
Apple Podcasts Logo

Apple Podcasts

Breaker Logo

Breaker

Google Podcasts Logo

Google Podcasts

Overcast Logo

Overcast

Pocket Casts Logo

Pocket Casts

RadioPublic Logo

RadioPublic

Spotify Logo

Spotify

Currently playing episode

Skarby (u Pani Szewcowej) #36

Dziennik Zmian — Miłka O. Malzahn

1x
Przyjaźń, Edwardzie! #146
Kochany Edwardzie, jako nieznany polski filozof, w dodatku nieżyjący z pewnością nie odpowiesz na ten list, ale chciałabym Cię poinformować, że idea przyjaźni, dziś w Polsce wciąż w powijakach. Przynajmniej taka, o jaką Ci chodziło. I  nawet jeśli trochę niedomaga, to ma perspektywy. Będzie rosnąć. Nie jestem pewna czy teraz ludzie w ogóle rozumieją jak znacząca może być przyjaźń, ta prawdziwa, nie w cudzysłowie, jakaś polityczna, biznesowa oraz między narodami… to już było. Jak ważna przyjaźń jest na każdej linii czasu czyjegoś życia - linii, którą sobie splatamy z rozmów, ze wspólnych przedsięwzięć, żartów i żalów .. i takich tam. Głosiłeś, natchniony politycznie i prospołecznie, że przyszłość należy do – cytuję: Związków Przyjaźni i, och nie chodziło o firends with benefits. Ale o przyjaźń sąsiedzką, lokalną, o podawanie ręki w chwilach trudnych chwilach, potrzymanie za rękę w chwilach jeszcze trudniejszych, poza systemem, poza oficjalną strukturą … taka wyższa szkoła plemienności. Cóż… Wprawdzie przyjaźń to najczęściej bohaterka filmów dla nastolatków, próbujących odkryć swoje bezpiecznie miejsce w grupie, ale jej potencjał rośnie W pandemii, a wiem, że wiesz co to zaraza, żyłeś  w XIX wieku. Otóż w pandemii przyjaźnie albo okazują się nieprzyjaźniami i są polem walki o to jak TY człowieku powinien zadbać o  zdrowie i o moje twoja nasza wasze, każdy wszystkie i wszędzie – czemu myślisz inaczej, robisz inaczej… Albo okazują się silną subtelną pełną zrozumienia relacją, która niczego nie wytraca z biegiem czasu, nie wytraca rozpędu z powodu konfliktów. One tez bywają częścią przyjaźni,, jeżeli prowadzą do porozumienia. A to da się. Gadać trzeba. Więc Edwardzie, ja tu tak sobie gadam, a ty przypominałeś, że istnieją dwie „potęgi” zmagające się ze sobą o panowanie nad człowiekiem, społeczeństwem i światem – egoizm i przyjaźń. Egoizm jest siłą zła, przyjaźń – siłą dobra. Można tak to widzieć, chciałabym jednak zaznaczyć, ze w dobie zmian mentalnych tych czasów- nie chcemy już oddawania panowania komukolwiek. Czemukolwiek. To ja panuję nad sobą, tylko ja panuję nad tym czego chcę i ja wiem dlaczego  - i doprawdy, siły dobra i siły zła wolałabym potraktować w duchu przyjaźni. Ale jeśli chcą — niech się naparzają. Tymczasem… idę dalej, ku przyszłości… Przyjacielskie uściski CI ślę. A może nawet całusy. Czytelniczka Ps. Edwarda Abramowskiego poznałam dzięki naukowej  pracy  DorotySepczyńskiej. Niech przyjaźń będzie z nami. *** https://musopen.org fot. polona.pl odcinek zainspirowany tekstami DorotySepczyńskiej o Abramowskim  (https://www.ejournals.eu/Principia/2019/Tom-66-2019/art/15915/, https://www.ejournals.eu/Principia/2020/Tom-67-2020/art/18361/)
04:32
November 22, 2021
Czemu patrzysz w cudze okna? #145
A jeśli podobał Ci się odcinek - zaproś mnie na kawę ;) buycoffee.to/dziennik.zmian  *** Puk, puk, puk. Czemu patrzysz w cudze okna? Pukam w okno. W moje okno i to w dodatku od środka. Tak, często patrzę w cudze okna. Nie pukam. Jak miliony ludzi, wyobrażam sobie: co robią ludzie, których fragment życia właśnie widzę. Gdy wychodzą w pokoju i gaszą światło, gdzie idą/ Gdy pochylają się nad stołem – co jedzą. Gdy się całują, ale czy to prawdziwa miłość i czy będą mieli dziecko no dobrze ale pewnego razu…… Zobaczyłam kapliczkę, Oto spora kapliczka przydrożna. Naprawdę niemała. Patrz: traktor. Specjalizacja: skrzyżowania. Patrzę, pusta jakaś. Ale jak to... pusta? Taka odnowiona, reprezentacyjna i pusta? Powinna być tu Maryjka (najczęściej), bo matce z dzieckiem szybciej domek zbudują, niż samotnemu mężczyźnie (synowi cieśli zresztą, ale to i tak inaczej było). Zatem jednak postanawiam, że przystaną i zajrzę. W Kapliczce przycupnęła maciupka Maryjka. Bez dziecka. Ale radosna taka, też w miarę nowiutka. W samym środeczku okien (okna jak oczy Światowida, na każdą świata stronę) stoi Maryjka zwrócona w stronę skrzyżowania. Pola ma za plecami i pola te widzą drewnianą niepomalowaną aureolkę nad jej głową. Jakby miała, pardon, wielki łeb. Ale z przodu jest prześliczna. Malusia. Patrzę i czuję, jak to mnie rozczula. Gdyby nie ten listopadowy czas, zerwałabym kwiatów naręcz i położyła w podzięce za ten mój zachwyt. A Ty jak często zaglądasz ludziom w okna? I dlaczego? *** muz www.purple-planet.com
04:34
November 20, 2021
Idealne rozmowy na te czasy. #144
Idealne rozmowy... Idealne rozmowy na te czasy "Co nam zostało z tych lat miłości pierwszej Zeschnięte liście i kwiat w tomiku wierszy Wspomnienia czułe i szept i jasne łzy co nie schną I anioł smutku co wszedł i tylko westchnął". Julian Tuwim · Władysław Dan Daniłowski,  Mieczysław Fogg. Anioł smutku ostatnio ma strasznie dużo roboty, chociaż lata miłości pierwszej to nie koło zamachowe I “co było, to było, nie wróci jak miłość.”  - też cytat z Bułata Okudżawy; a dalej tam było: „Co było — nie wróci i szaty rozdzierać, by próżno. Cóż każda epoka ma własny porządek i ład”. No właśnie, ja w sprawie epoki. Bo teraz gdy na kawie spotkają się dwie kobiety, to żadne tam plotki. Nie, nie, nie, raczej ... szczypta poezji, suszone jabłka w ramach przegryzki i pytania na miarę epoki, i odpowiedzi na epoki miarę. Zacznie Barbara. *** No to, co mówi twoje serce, kiedy patrzysz na tej horyzont zdarzeń? Na swój horyzont zdarzeń…? A rozmawiałam tak sobie z poetką, Podlasianką rodowita, autorką m.in książki “Nadzieja aż po horyzont” - Barbarą Goralczuk.  Bo mamy idealne czasy na takie rozmowy. A idealne rozmowy mają nas! *** https://musopen.org/music/relaxing/
04:52
November 12, 2021
Lekcja z zabawy. #143
Lekcja z zabawy. To jest grupa. To jest grupa ludzi. Grupa ludzi się bawi. To jest moment. To jest ten moment: grupa ludzi się bawi. Kto się bawi? Ciało się bawi. Ciało zostało przygotowane. Jest ładne, błyszczy, jest gotowe do zabawy i będzie jeść. Jeść będzie ciało na maxa. Ciało wyskakać się chciało będzie na maksa i będzie skakać. Ciało, ładne, wyjściowe, chciałoby zrzucić wszystkie ciężary w skakaniu, no i sobie zje i sobie. Poskacze. Ciało... Kto się bawi? Dusza się bawi, dusza od rana była przy nadziei, że poczuje przestrzeń zabawy, luzu, luzu zabawy. Dusza się bawi, ale ciało  pije i dusza nie nawiguje ciałem tak łatwo. No jak zabawa to zabawa. Się nawiguje po niepewnych wodach, z każdym krokiem, z każdym ramion ruchem do brzegu.Dusza się bawi w nawigowanie ciałem, które się najadło. I zapiło. i zapaliło, i czubek papierosa świeci jak latarnia morska. Zostaliśmy nauczeni, drogą obserwacji oraz prób i błędów, że dobrze się bawić jest dobrze właśnie tak. Już i nasi dziadowie biesiadowali, jeśli była okazja. Grupa dziadów się bawiła, ciała, dusze, dusze ciała przodków naszych tańczyły i skakały i nawigowały, jak umiały! Czuję zachwyt grupą ludzi, która się bawi. Zapomniałam. Zapomniałam, jak kiedyś bawiło się ciało, jak dusza gubiła nawigację – zapomniałam, że jak się bawić, to się bawić! Teraz czuję się bezradna… jakbym patrzyła na któryś majowy pochód i nie chciała machać żądną flagą, jakbym patrzyła na wesele i nie chciała się wcale weselić, jakbym jechała na wycieczkę, ale jednak została w domu, jakbym... Ręce opadają w rytmie „ach te oczy zielone” – bawię się, ale po swojemu. Hej, jak się bawicie?
03:49
November 5, 2021
Ciemna noc duszy – Białowieża. Puszcza. Czas uchodźców. #142
Ciemna noc duszy – Białowieża. Puszcza. Czas uchodźców. Koncepcja ciemnej nocy duszy istnieje od XVI wieku, kiedy to poeta i mistyk Jan od Krzyża napisał wiersz zatytułowany „La noche oscura del alma (ciemna noc duszy)”. “Jeśli człowiek chce być pewny drogi, którą podróżuje, musi zamknąć oczy i podróżować w ciemności”. I przyglądam się wydarzeniom przy granicy, z okna kuchni, z trasy przez Stoczek do sklepu, i doprawdy: "im dalej w las, tym więcej drzew", coraz trudniej uogólnić cokolwiek. Coraz trudniej podpisać się pod czymś obiema rękami i jeszcze w międzyczasie puścić oko do wtajemniczonych. W Puszczy — wielki śmietnik, dosłownie — mnóstwo tego, co mogą zostawić ludzie w chronionych dotąd miejscach, w Puszczy ogniska, które mogą być wytchnieniem I  niebezpieczeństwem (wczoraj spaliło się pół ara… tylko tyle, na razie) W Puszczy — i hałas, i rozjeżdżone drogi, i balansowanie na granicy śmierci. W Puszczy — mnóstwo utraconych nadziei, oczekiwań i morze agresji, oraz złości. To, co człowiecze mieści się w gestach, tych osobistych, w drobnych decyzjach. Reszta, (ale to może mam takie spojrzenie tylko dzisiaj :)!), więc wszystko wydaje mi się jakąś polityką, manipulacją światopoglądową, hipnozą społeczną. Po obu stronach nie-muru. Każdy traci, W Puszczy — zyskiem są trudne doświadczenia... jeśli się je ogląda z kilku stron. Jednocześnie. Ruch od serca do człowieka --- nie śpi od kilku tygodni, wypełnia stosy dokumentów I mówi wieloma językami o sprawach, które powinny być dla nas filmem historycznym, a nie są Ruch od serca do człowieka – nie dojada I nie ma już pieniędzy na  benzynę, ale ma śpiwory, ale często przestaje chodzić do pracy, bo perspektywa umierającego, który wyciąga rękę priorytetem. Ruch od serca do człowieka - nie ma imion I nazwisk, ale na granicy jest jeszcze przez chwilę.Nie długo. Nie ma sił. To I tak graniczy z cudem W Puszczy — mnóstwo utraconych nadziei, oczekiwań i agresji, dobro i niedobro płyną przez teren stanu wyjątkowego Coraz trudniej uogólnić cokolwiek. Coraz trudniej podpisać się pod czymś obiema rękami Co wybierasz? A może: co wybiera Ciebie? http://www.freesoundslibrary.com, oraz https://musopen.org/music/sad/?query=cello oraz Na strażnicy, walc z 1951 roku.
05:57
October 31, 2021
Wiele granic. Białowieża. Czas uchodźców. #141
„Całe życie piszemy epigenetyczny list do przyszłych pokoleń. Musimy być świadomi, że wszystko, co przeżywamy, przekazujemy dalej. Albo się z tym uporamy, albo nie, mamy na to wpływ” – przypomina Jadwiga Jośko-Ochojska ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Tymczasem chodzę po Białowieży w skupieniu, beztroskie spacerowanie nie jest możliwe. Wciąż, nawet do wsi docierają uchodźcy, wymagając po tej jesiennej przeprawie przez las – pomocy, wsparcia. Główną drogą, najdłuższą i najszerszą jeżdżą z ogromną prędkością wielkie, wojskowe ciężarówki. Wszyscy tu żyją w większym lub mniejszym stresie, odpakowują nam się stare, rodzinne traumy...
05:56
October 25, 2021
To jest Kura. Kura protestu! #140
A zacznę od pytania: Co to jest? A, tak - wszyscy jesteśmy animatorami i performerami swojego bycia w świecie.  Banał. Nooooo, przecież pociągamy za sznureczki, lepiej, czy gorzej, albo, jeśli nie pamiętamy, kto jest szefem naszej egzystencji – bywamy animowani przez innych animatorów. A wielki teatr życia może być, lub i jest – także teatrem lalkowym! Zaś to "przedłużenie animatora" to lalka.  A eksperymentalne podejście do lalkarstwa i do tego, co może dobrze użyta lalka w naszym społecznym funkcjonowaniu - reprezentuje Łukasz  Puczko, konstruktor lalek biomechanicznych. A o Kurze Redukującej Wkurw więcej tutaj: https://zrzutka.pl/8vsrva
06:43
October 17, 2021
Karuzela #139
Karuzela zdarzeń — tak się mawia.  Kręcisz się w kółko, jak na karuzeli. Mam karuzelę w głowie, w życiu w…. Karuzela, karuzela — to świetne, przydatna, malownicza metafora No i stałam pod taką metaforą, 200-letnią. w Pradze.  Każdy może wciąż skorzystać tej historycznej karuzeli, taaa historia to tez, karuzela, jeśli spojrzeć pod tym kontem no ale ja patrzyłam sobie na malowane koniki i drewniane karety i te zwycięskie pozy, jakby  to był jakiś wjazd przez bramę triumfalną, wjazddo lepszego świata, który został zdobyty; białe konie stają dęba; kolorowe siodła i bogato malowane bryczki świadczą o bogactwie, możliwościach, atrybuty sukcesu; dzwonki, falbanki, walce i marsze, złocenia, spojrzenia, uśmiechy, zawrót głowy; i tak podziwiam dwustuletnią metaforę, której mogę użyć w każdej chwili. Wygląda jak karuzela z pozytywki tylko duża,  jest słodka i rozczulająca, ale nie ulegam temu wrażeniu. Bo z tego drewniano-złotego pochodu wyłania mi się taki obraz ówczesnej, a i współczesnej rozrywki mającej swoje cienie, przy swoich blaskach Karuzela zaspokaja naszą dziecięcą potrzebę kołysania, albo, potrzebę dorosłej-zabawy w  utratę stałego punktu, zawroty  głowy ten rausz bez alkoholu, to śmieszne  skołowanie, które pozwala  odkryć oś kołowania. Siebie. Siebie w zabawie.  Na moment. Ale karuzela, w tej wersji to także wynik pragnienie zwycięskiego pochodu, jak z bajki — wjechać do miasta  na białym koniu w najlepszej szacie, zwyciężyliśmy, byliśmy piękni i młodzi,  wszyscy wiwatowali i śmiechom i żartom nie było końca. Albo – tak wersja, że – hej, jechała w najpiękniejszej karocy, kopciuszek, królowa, albo narzeczona  księcia,  w każdym razie wybranka w cudownej sukni, wybranka, na którą wszyscy patrzą z zachwytem. Jedzie w karocy. Przez  te parę minut, z towarzyszeniem dźwięku sztucznych fanfar symuluje efekt wow i ma efekt wow, przez moment kręcimy się w  lepszym, kolorowym świecie, to dobre jest i piękne, to jest retro, to jest echo 200-letniego schematu jak poczuć szczęścia Ej, no nie neguję. Po prostu oglądam drugą stronę medalu. Już 200 lat temu nie wystarczała zwykła huśtawka, tak samo potrzebowaliśmy lukru i tłumu i proszę  – to nadal jest do zrobienia świat nadal jest do zdobycia, można wsiadać na drewnianego siwka i wioo Gdyby ktoś wiooo - to proszę odiweidzć tę neo-renesansową karuzelę z 1892 roku — karuzela stoi na wzgórzu Letna i owszem, wciąż — w sezonie jest oblegana. I cudownie. *** http://www.freesoundslibrary.com  www.purple-planet.com
05:32
October 12, 2021
Tykanie Pragi – Metronom. #138
Tykanie Pragi – metronom Czy kojarzysz takie uparte tykanie, które wybija cię z rytmu? Takie, co  źle działa na sen, przeszkadza w koncentracji. Budzi! Nie, to nie będzie opowiastka o takim tykaniu. *** Nie ma miasta bez rytmu. Nawet w zatrzymaniu, pandemicznym, klimatycznym, świątecznym – miasto pulsuje. Delikatnie. Czasem nawet trudno je wyczuć. Ale oto oglądam metronom praski. W Pradze nie mijam się z pulsem miasta, lecz metronom mnie nie przekonuje. Obcobrzmiący loop, próbuje mi narzucić... mierzalność. Metronom stoi nad Wełtawą, wielgachna czerwone igła kłuje niebo, od 1991, jest to miejsce, w którym kiedyś postawiono, a potem zburzono największy na świecie pomnik Stalina. O wątpliwiej urodzie, tragicznej historii budowniczych, symboliczna klęskamarnej idei nad jeszcze marniejszą materią.  Zburzono go w 1962. No i stoję na wzgórzu Letna, próbuję niczego nie mierzyć, nie odliczać, nie ulegać rachowaniu. Imam najbardziej romantyczny widok na rzekę i na nierówny dywan dachów Nisko zawieszone, jesienne chmury przyciskają do ziemi linie czasu wiele linii jestem na jednej z nich W innych miastach – taaaak, są inne rytmy: inne wieże zegarowe, kościelne dzwony bijące na niedzielę na mszę, pulsujące przyjazdami i odjazdami przystanki tramwajowe, autobusowe. Ale ten metronom próbuje wyznaczyć rytm tej Pradze. I chociaż przez chwilę i ja funkcjonuję w rytmie Pragi, w takcie praskim, poza cyklem mojej codzienności, to.... to upieram się przy uleganiu tylko swojemu własnemu pulsowaniu.  A gdzie jest Twój metronom? Gdzie tyka Twój osobisty rytm?  Jak Ci świat tyka? czy kojarzysz jakieś takie uparte tykanie, które wybija cię z rytmu? ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------ License: Attribution 4.0 International (CC BY 4.0). You are allowed to use sound effects free of charge and royalty free in your multimedia projects for commercial or non-commercial purposes. http://www.freesoundslibrary.com  www.purple-planet.com
03:37
October 5, 2021
Pożywne noce w Pradze #137
Pożywne noce w Pradze Cóż, wzięłabym mgłę wieczorną, czarną kropkę nocy i śpiew syreni, może zapach kwiatu paproci (po przekwitnięciu, żeby podtrzymać spokój i melancholię) i stworzyłabym miksturę na sen. Ten jeden sen, który przynosi odpowiedzi i zmienia dzień na dużo, dużo, dużo lepszy. Prawda jest taka, że krzepiące noce budują szczęśliwe dni! :) Krzepiące noce są pożywne. Czy twoja noc Cię żywi? Czym ci żywi? Czy wszyscy, którzy Ci się śnią, są żywi? Cóż, wzięłabym mgłę wieczorną i oddała niesiniejących tej mgle i pożywiłabym się czymś mgliście przypominający typowy  niedzielny rosół. Ale właśnie wróciłam z Pragi i pożywiona jestem zapachem Wełtawy, fernetem, słońcem zaplątanym w eleganckie fasady, cichą, tramwajową linią nocną, głośnym oddechem, głośnym oddechem... Tym wszystkim, co kluczy, ale przy tym otwiera. Zatem: zamiast kendlików, mięs, bramborowych kuleczek, jadłam słowa; choć, pisarz Surosz, Mariusz zaleca jednak kulinarne rozpoznanie terenu. … I ja mu wierzę, on się zna; poza tym prawda jest taka, że krzepiące noce budują szczęśliwe dni! :) a dla niektórych dzień szczęśliwy zaczyna się o mortadeli Don Luka ta ma tak? - tak. Sny pożywne, głowy głosów pełna, wielki i mały teatr życia, ale właśnie wróciłam z Pragi i pożywiona jestem zapachem Wełtawy, fernetem, słońcem zaplątanym w eleganckie fasady, cichą, tramwajową linią nocną, głośnym oddechem, głośnym oddechem, bo pożywiam się swoją własną ciszą i kiedy się najem, będę najbardziej sobą, jak się tylko da. *** muz www.purple-planet.com Odcinek - z gościnnym udziałem Mariusza Surosza pisarza i przewodnika, oraz Lukadona - mędrca i mortadelisty.
03:52
September 29, 2021
Białowieża i Solidarność 8 - Nastrój tego strachu #136
„Jest ten nastrój tego strachu, a wtedy tego nie było” W czasach zarazy zaczęłam zastanawiać się nad praktyką wolności. Tej w codzienności. Z codzienności. Dla codzienności. I tak pojawiła się ta opowieść o Solidarności na mojej wsi. Możliwości, niemożliwości, młodość, marzenia itd., czyli – moi rodzice opowiadali mi o tym jak działali (i nie działali) na rzecz wolności w Solidarności w latach 80 tych. Bo wtedy tworzył się ten pomost pomiędzy ich poczuciem ograniczenia, utknięcia, reglamentacji i naszą, pandemiczną wariacją na podobne tematy. Myślisz, że to nie jest to samo? Cóż…popatrz uważniej. Tymczasem kiedy wydawało nam się, że wyczerpaliśmy temat… BUM! W Białowieży ogłoszono stan wyjątkowy. A nam wszystkim przypomniał się (no, oczywiście!) stan wojenny! *** muz www.purple-planet.com
08:11
September 24, 2021
Starość vs. płeć #135
Starość vs. płeć Święte oburzenie na widok pana w spódnicy,  trzeźwego i nie w sezonie karnawałowych – to bardzo przewidywalna  reakcja. Pan z lekkim makijażem -  no  kompromitacja, pan wyglądający  jak półpani, a półszansonista, pan z kolorowym manikuirem – no to tylko  za granicą, i tylko w podejrzewanej dzielnicy... U nas, w Polsce, - nie,  na pewno nie… A w każdym razie – będzie pan żałował. Nie? Ciekawe,  że to oburzenie jest dotyczy ludzi, wyglądających na aktywnych płciowo, dotyczy młodych, a omija starych. A przecież stary człowiek – to też  człowiek o konkretnych parametrach, choć hormonalnie… słabnących. Ale  koto komu mierzy na ulicy poziom hormonów, hę? Hej, chcę być stara i  widoczna. Obsunięta (no, być może, bo akurat tego nie zamierzam), ale  chcę być pro-społeczna. W wielu aspektach. Chcę być traktowana jak  osoba, a nie jest ostatnie stadium przemijania, na które się nie warto  oburzać, z którym się nie trzeba liczyć, które warte nie jest wiele, bo  nie aktywuje cudzych hormonów. Gdyż przebieranki dorosłych jednak jakoś  aktywują… Choć nie wprost. Stąd to oburzenie. Mijam starszą panią  ubraną w brązowy garnitur, przyciasny, bo ma duży biust o niskim  zawieszeniu, siwe włosy kiedyś ktoś próbował ufarbować na rudo, teraz  ciasno przylegają do głowy, tworząc coś w rodzaju hełmu. Pani ma wąsy i  kłaczki brodowe, surowy wzrok, zaciśnięte pięści i zdecydowanie  przypomina  bardziej pana niż panią. Gdyby nie ten biust. No i…. Nikt  się nie oburza, że babofacet, prawda? No to szukam przykładów  odwrotnej sytuacji i… ciach – mam namierzonego starszego pana o miękkim  owalu twarzy, uśmiecha się pięknie, jest cały okrągły, bardzo kobiecy,  delikatny. Jego rysy są łagodne, patrzy nieco bezradne. Jest bardzo  subtelny, ubrany w jasny płaszcz do kolan, przewiązany eleganckim  paskiem. Tan pan równie dobrze może zostać uznany za panią, lekko  pochylony przechodzi przez ulicę w dozwolonym miejscu. Potem poprawia  klapy płaszcza. Uważnie. Gdyby to była sukienka, byłoby to także OK. Ich  płeć  przestała mieć znaczenie dla tego świata, nie będzie żądnego  oburzenia. A może ci starsi państwo, w swoim życiu osobistym nie są  wcale tak przewidywalni jak się wszystkim wydaje? I tylko dlatego, że  mają na ok po 70 lat – nikt się nie będzie tym interesował? Czyli –  oburzenie w gruncie rzeczy wydaje się operować w granicach pewnego  wieku! Tu chodzi o płeć, a starość jest trzecią formą jej istnienia.  Człowiek staje się istotą poza płciową i tylko przyzwyczajenie rodziny,  sąsiadów, nawyki i narządy świadczyć mogą o ciała płciowych początkach.  Oczywiście  to nie dotyczy każdego. Nic nie dotyczy KAŻDEGO! Ale i  tak – wyobrażając sobie jak bardzo nikt się nie oburza, gdy w kwiecie  starości paraduję z brodą i niedepilowanym wąsem - ---- to jednak jestem  tym oburzona! Muz. Eugene Onegin - 9 - Entracte & Waltz, Chorus /musopen.org
05:27
September 16, 2021
Źródełko miłości – ulotna analiza źródłowa. #134
Źródełko miłości –  analiza źródłowa. Na początek będzie analiza źródłowa. Czyli – patrzę na źródełko, wodę wypływającą z gruntu (bardzo czystą w gruncie rzeczy i nie bardzo obfitą). Patrzę z zachwytem, bo każde źródło wybija, uderza jak krew płynąca z rany, popychana biciem serca. Jest to tak organiczne, że od razu (lub chwilę po — zrozumieniu tej zależności) - człowiek się łączy z Planetą, z żywą planeta i pojawia się uczucie, które można nazwać  miłością..  jest lekkie jak jesienna mgła, wszechogarniające, nieskończenie spokojne. Ale ślubu nie będzie. Rozwodu też nie. Na całym świecie są źródełka, w których ludzie chcieli widzieć sklep z miłością. Pijesz i masz.  Obmywasz twarz i masz jeszcze bardziej. Wraca chęć życia, pojawia się gotowość do rozkochania kogoś w sobie, lub nie… rożnie bywa. Zawsze można pożartować na ten trudny temat i strzelić sejfie z wodą. Czystą i zimną. Sprawdzam, ile tych punktów życzeniowych jest w Polsce. Dużo. Mrągowo  - nad brzegami jeziora. – źródełko miłości W dawno temu  nazywano „Źródłem zdrowia”, ale czasy się zmieniły i postawiono na miłość. Czuję jednak, że karta może się odwrócić. Tuż za Bramą Krakowską, na głównym szlaku Ojcowskiego Parku Narodowego na Jurze, ze skały bije źródełko. Pod wodą wymurowane serce — według legendy, każda para, która wspólnie zakosztuje wody ze źródełka, zostanie cudownie połączona niegasnącą, wielką miłością! Hm… „Źródełko miłości” – leży też na trasie ścieżki edukacyjno-przyrodniczej na stokach Góry Parkowej. Krynica zdrój. Nałęczów- jego początek sięga roku 1800 roku. Wody ze źródeł "Celińskiego" i "Miłość" wykorzystywane są do dziś zabiegów balneologicznych. Źródło Miłości  we wsi Rodaki, Dolina Prądnika – źródełko miłości zawiera także.  Przez Łysą Górę do wąwozu Źródełka Miłości można się wybrać. No dobrze, każde źródełko miłości jest w zasadzie miejscem,  które ludzie wyprojektowują swoje strachy: że miłości na świecie zabraknie (skądinąd dosyć logiczna obawa), że żona porzuci, albo wręcz przeciwnie, nie odpuści, choćby nie wiem co, że już nigdy nie będzie tej chemii, która doda nam skrzydeł, nikt nie zechce, nie zachce, nie będzie cudu otumanienia przez uczucie. No, szkoda. Cóż… A źródełko miłości, tak naprawdę, ten splot wyobrażeń, rzeczywistości, emocji, hormonalnych burz, jest tu. W każdym. Co nie zmienia faktu, że spacer do źródełka może być całkiem przyjemny. No, w drogę… muzyka by www.purple-planet.com
04:13
September 11, 2021
Białowieża i Solidarność 7 - Chodziło o lepszy świat #133
Białowieża i Solidarność – rodzinny punkt widzenia 7 Chodziło o lepszy świat Białowieża, jako wieś – wtedy była i teraz — jest wielce oryginalna, jeśli chodzi o przekrój społeczny. Niby nieduża wioska podlaska, typowa ulicówka, bez pałacu, który w latach 50 tych ochoczo rozebrano, ale... Wtedy także działały sprawnie takie placówki naukowe; Instytut Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk; Białowieska Stacja Geobotaniczna Uniwersytetu Warszawskiego ; Instytutu Badawczego Leśnictwa; Pracownia Naukowa Białowieskiego Parku Narodowego; do tego duże nadleśnictwo z biurową infrastrukturą, technikum leśne, szkoła podstawowa, przedszkole; wówczas działał zakład dziewiarski hajnowskiej Spółdzielni Inwalidów "Postęp"i dwa reprezentacyjne stylowe-PRLowskie hotele „Iwa” i przebudowana dziś „Żubrówka” było też dużo pracy w lesie. Kto jednak był naprawdę zainteresowany solidarnościowym, nazwijmy to…, zrywem (nawiązując do zrywki drewna)? Wspomina mój Tata leśnik - Przemysław Malzahn, a resztę dopowiedziała Mama - Elżbieta *** Granice tolerancji wyglądały różnie w różnych miejscach krajach. Ruch wolnościowy w mojej wsi, to ruch inicjowany przez ambitnych młodych ludzi, chcących zmienić świat na lepszy, zmienić tę siermiężną Polskę w Polskę piękną i rozwijającą się w duchu sprawiedliwości. Cóż, tolerancja to było za mało, by góra przyszła do Mahometa niedawno przeczytałam taką myśl, słuszną, że w starym sposobie działania naszej cywilizacji mieliśmy oczywiste zasady społeczne, wypełnione obowiązkami. Mówiono tam, że trzeba się poświęcać dla kogoś ważniejszego niż ja, dla czegoś ważniejszego. Poświecenie dla kraju, rodziny, dla dzieci, dla urzędu, dla lidera. Uczono nas akceptacji i odpowiedzialności za własny ból i lęki, a jednocześnie przecież trzeba dbać o innych, walczyć o ich wolność. Sprzeczność? haaaaa Nelson Mandela powiedział: „Bo żeby być wolnym, nie wystarczy zrzucić okowy, lecz trzeba żyć tak, by szanować i zwiększać wolność innych. Prawdziwy sprawdzian naszego poświęcenia dla wolności dopiero się zaczyna.” I ten początek to przecież każe nasze „ja” i „mnie” – które uważnie żyje i zwiększa wolność innych. Chcę wierzyć, że ten proces trwa i teraz w dobie pandemii i w czasie innych zmian — wciąż możemy wybierać i wciąż możemy ten wybór skierować do siebie na siebie, bo wersja odwrotna już tu była. Na przykład w 1981. muzyka by www.purple-planet.com
06:11
September 6, 2021
Czy to twój, ten szary horyzont? #132
Czy to twój, ten szary horyzont?  O 6 rano za oknem — szary deszcz. O każdej, pełnej godzinie rozpoczyna się liczenie chorób ciał i chorób tego świata. W mediach, w myślach, w spojrzeniach posyłanych sobie nawzajem w miejscach zamkniętych. Możesz nie skorzystać. Chyba, że lubisz liczyć. Ale... najlepsza wersja świata czeka na swoją, premierę, wielką lub małą odsłonę. Najprawdopodobniej — mało spektakularną, bo rzeczywistość nie może się rozpaść tak do razu . Patrząc na szary deszcz,  analizując szare wyciągi z szarych rachunków, idąc przez szare miasto do szarych spaw – można stracić po ziarnku wiary w kolory każdej szarej godzinie.  A kolorowa ta barwniejsza wersja wszystkiego przecież jest w Tobie, jest we mnie. I pomiędzy nami też jest. I pomiędzy nimi też. Jak rzadko ufamy temu, co nie świeci się jak pieprzony neon i nie wyje jak karetka pogotowia. Dlaczego nie wierzymy, że tę feerię  piękna ze środka, można bez problemu wyemitować na zewnątrz i użyć ? Myślimy, że tak - to w filmach i w dodatku fantasy. A przecież każdy z nas potrafi popsuć niedzielny obiad jakąś ponurą awanturką, okryć czarnym płaszczem złości, a nie wierzy, że może ubarwić tę wspólną chwilę, rozjaśnić jedno własne życie, czyjś życie, obraz dzielnicy, miasta, kraju? Jako w niebie tak i na ziemie, jako w środku tak i na zewnątrz. W tak samo prosty sposób. . Kto nadaje kolory twojemu życiu? Kto zabiera kolory z twojego życia Oni? Serio? Widzę pewną niekonsekwencję. Skoro można poszarzyć dzień, to można i pokolorować O 6 rano za oknem szary deszcz. Jak bardzo ufasz temu obrazowi? Ja zakładam okulary z zielonymi szkłami i mam zieloną poświatę jak z  krainy magii. Odsłaniam możliwości w tej nibyszarości. Ten świat  ocieka cudownie szmaragdową wodą. Życiodajną. Mgła ma kolor diamentowej góry, drzewa milczą tylko dlatego żę spokojnie śpią. No to, komu tu ufać, jak  sobie, więc patrzę, na co widzę Widzę to co mam w głowie. Komu mam ufać  Jak nie sobie? - Tak tu robię, najlepszy świat. I nie próbuj mi mówić, że to szaleństwo, nienormalność. Obejrzyj swój szary horyzont. Normalny jest,  co? muzyka by www.purple-planet.com
04:14
August 30, 2021
Białowieża i solidarność 6 - Lepszy pijak, ale swój #132
Białowieża i Solidarność – rodzinny punkt widzenia 6 „Lepszy pijak, ale swój” oraz „wieś jest wasza, ale puszcza jest nasza” Białowieża – kiedyś  mieściły się tu niedostępne dla zwykłych śmiertelników dwory myśliwskie, aktualnych władców, przedtem były też  pradawne osady, o których w zasadzie teraz nikt nic nie wie.  Królowie stąd wyruszali na polowania, i tam gdzie ucztowali po udanych łowach - teraz turyści ucztują, albo stamtąd wyruszają na swoje spacerowe trasy. Trasy te nie zaprowadzą ich w niedostępne rejony lasu i nie wyjaśnią tej relacji pomiędzy światem wsi i światem pradawnej zieleni. Wszyscy wiemy, że istnieje podział, bo ostatnie lata to polityczne przepychanki o koncepcję ochrony Puszczy, ale podział ma swoje korzenie dużo głębiej i wpłynął także na białowieski ruch solidarnościowy. I , jak zwykle, nic tu nie jest takie proste. Tę przeszłość tak objaśnia mój Tata, Przemysław. *** Utrzymanie tego podziału nie jest już sensowne, nie jest bezpiecznie, nie jest czymś, co równoważy tę rzeczywistość. Kwestia klimatycznych zmian, kwestia funkcjonowania ludzi na tej planecie, temat zdrowia społecznego fizycznego, psychicznego — stawia pytania, o to, co dalje Skoro ten entuzjazm solidarnościowy nie wygenerował tego, co pozwoliłoby wspólnocie być naprawdę czymś wspólnym, wyczulonym na sygnały idące od ludzi i od natury , czymś, co potrafi podsunąć rozwiązania niebędące ani rozgrywką lokalnych chciejstw i tęsknot, ani światowej geopolityki. Posolidarnościowa Polska miała być domem spokojnych ludzi, traktujących siebie z szacunkiem i tak traktowanych przez tych, którym zaufała. Tymczasem… Wiadomo, jak jest. A w Białowieży przeżywającej teraz turystyczny rozkwit, echo podziału na swoich i nieswoich (bez względu na ich chęci, możliwości i zaangażowanie) nadal  odbija się o ścian lasu i melodia ta nie jest podejmowana. A mogłaby być wspólną pieśnią. Bo dlaczego by nie? O tamtych czasach opowiadali Elżbieta i Przemysław Malzahn.
05:22
August 22, 2021
Czy w ogrodzie, czy…? #131
Czy w ogrodzie, czy…?  #131 Przez chwilę wydaje mi się, że gdy włożę głowę między rabatki, to zniknę; to słońce — przesiane przez zielone liście i delikatne płatki bladej odmiany hibiskusa — zamieni mnie w Elfę i wyjdę za mąż za ciepły powiew wiatru. Przystojny bardzo. Ale nic z tego. Grawitacja wciąga mnie z powrotem w fotel, a do gardła trafia łyk kawy, czarnej, gęstej jak klej cyjanoakrylowy, oraz gorzkiej jak narzekania w kolejce do lekarza. Lekarza — specjalisty. Ach, wtedy jest najbardziej gorzko. Nie narzekam, o zmierzchu wszystko jest tak nasycone słońcem, trawa pachnie podZiemnym życiem tak bardzo, że wystarczy, by przetrwać zimę. Przez chwilę wydaje mi się, że jeśli położę głowę na tej trawie, to wszystkie kanciaste myśli wpełzną pod kamienie i tam zostaną na wieki wieków, a piękne i dobre idee przestaną krążyć w umysłowym chaosie, zostaną ugłaskane spokojem Planety. Ale nic z tego. Sama muszę załagodzić wewnętrzne stany zapalne widokiem kwiatów, nocną burzą, zimną kałużą, kroplą rosy. Dopóki niebo nie spada mi na głowę, a czarne dziury w kosmosie są tunelami do 'wszystkiego najlepszego', których kiedyś ktoś w końcu użyje-będę zasiadać w ogrodzie i przypominać sobie, że mój spokój to ja i nic ponadto. Przez chwilę wydaje mi się, że to poczucie ulgi (spokój) zależy od urody kwiatów, od lekkości motyli, ale — nic z tego. To tak nie działa. Zresztą, miasto ten ogród ludzi pobudzanych przez światło elektryczne i  zero jedynkowe strumienie informacyjne – wypluwa mnie wciąż w kierunku wsi i przez chwile mi się wydaję, że już zostanę w ogrodzie. na wieki wieków, a mój spokój to ja  - więcmogę być gdziekolwiek, prawda? Porównajmy! muzyka by www.purple-planet.com
04:23
August 15, 2021
Białowieża i Solidarność – rodzinny punkt widzenia 5 #130
Białowieża i Solidarność – rodzinny punkt widzenia 5 „Ciągle był ten podział na swoich i obcych, którzy chcą zmieniać świat”. Mówi się, że każdy wiek ma swoje prawa, że młodość musi się wyszumieć, a potem to już można zmieniać świat. W jakim momencie życia jesteśmy w stanie zaufać własnej odwadze i zacząć naprawdę decydować o tym świecie. Co nas ogranicza – poczucie osobistej mocy czy poczucie cudzej władzy? Poziom zaangażowania, to bardzo delikatna wytyczna, wartość, która zależy od bardzo wielu czynników. Od czego to zależało w Białowieży, w czasach, gdy Solidarność powoli zyskiwała popularność, ale realia wiejskie wciąż rządziły się swoimi sprawami.  I , tak jak dziś – walka na rządy , o rządy – nie przyniosła w zasadzie  społeczne ulgi. Jednak, według Machiavellego wielkich procesów dziejowych nie da się zatrzymać, ale — przewidując, można dostosować swoje postępowanie do istniejących warunków (koncepcja Fortuny). Zapewniam, że moi rodzice, jako solidarnościowi działacze – nie byli przewidujący. Może za młodzi na wielką politykę czasu zmian? A może  procesy dziejowe w puszczy nie mają makiawellicznej mocy? *** Swoją droga – walk w Białowieży nie brakowało. O, przypomnę – o Bitwa pod Białowieżą (VII 1920) gdy Oddziałom polskim nie udało się utrzymać  wsi. W walkach poniesiono znaczne straty. To była bitwa  grupy gen. Zdzisława Kosteckiegoi 56 pułku piechotyz sowiecką 27 Dywizją Strzelców Witowta Putny. W 1922 roku odbyła się tu kilkudniowa obława na „watahę” –  „atamana Czorta” – jak pisali ówcześni  dziennikarze–, czyli szajkę niejakiego Skamarocha. Nie była to jednak zwyczajna szajka, bo grupa nazywała siebie partyzantami i miała postulaty mające poprawić położenia Białorusinów  w rejonie Dosyć Słynnym bandytą był Aleksander Bajko, zwany Szumarskim, który od roku 1921 mieszkał w różnych kryjówkach w Puszczy Białowieskiej. Był on także członkiem bojówki komunistycznej działającej w Białowieży,i wykonywał rozkazy. Ale był i kłusownikiem. Dużo tu strzelania. Walki podczas II wojny światowej – nieliczne, ale zło się przeoczyło. 1939 ten teren znalazł się w zasięgu Armii Czerwonej, potem byli tu Niemcy, wiadomo.  A potem nastał pokój Wa nawet  1979 roku Rada Państwa PRL przyznała Białowieży Krzyż Walecznych – za wybitne zasługi w walce z okupantem hitlerowskim, pomoc udzielaną partyzantom w czasie wojny oraz za wkład w utrwalanie władzy ludowej. Co tu jeszcze Walka z kornikiem – straty  obu stronach, częsta zmiana frontów i  międzynarodowy aspekt, wiadomo zatem na tym historycznym tle walka solidarnościowa, była taj jakby czymś innym. muzyka by www.purple-planet.com
06:54
August 4, 2021
Białowieża i Solidarność – rodzinny punkt widzenia 4 #129
Białowieża i Solidarność – rodzinny punkt widzenia 4 Co naukowiec nastrajkuje? Uwielbiam to pytanie. - co naukowiec nastrajkuje? Jest głęboko humanistyczne i w zasadzie zamyka dyskusje. Pomiędzy światem systemowych zależności, mechaniką naszego funkcjonowania społecznego a światem nieskrępowanego myślenia – metafizyką naszego bycia w społeczności – nie ma prostej ścieżki. I są tacy, którzy te zależności lekceważą. Często jest to władza, która lekceważy, jak w PRL-u… Człowiek jeśli nie da go się przeliczyć na pieniądze, jedzenie, pracę produkującą materialne dobra -jest mniej uchwytny. Człowiek, który macha flagą, robi swoje (coś bardzo swojego), rozmawia o ideach, zmienia rzeczywistość mentalną swojego świata, realizuje swój sposób bycia w świecie – to istne zagrożenie. Czy moi rodzice, w talach 80 tych aktywnie działając w małym, wiejskim, solidarnościowym środowisku – byli tymi, którzy wcielają w życie swoją wolność, własną osobistą, pełną, czy...nie? Punkt widzenie mojego taty Przemka: jest jasny, Mama, Ela w zasadzie uważa, że ich rola polegała na edukacji i wcielała to też długo po narodzinach solidarności, na zupełnie innych płaszczyznach. Poza tym - to ona należała do grona naukowców (pracowała wtedy w białowieskim oddziale Państwowej Akademii Nauk), a tata jako leśnik produkował drzewo. I (oddajmy sprawiedliwość ówczesnym porządkom) - dbał o szeroko pojętą gospodarkę leśną. *** Taki konspiracyjny skarb wciąż jest do odnalezienia, ale umówmy się – nie ma to żadnego znaczenia. Tani artefakt innej epoki, udowadniający, że się władzy obawiano oraz — że, w imię uwalniających treści – podejmowano ryzyko (to uwolnienie zaczynało się od wolnego wyrażania wolnych idei – proszę zauważyć).najpierw aktywowana strefa to głowa!. Ile takich skarbów jest pochowanych w całym kraju. Skarbów z różnych okresów niepokojów i lęków i co one nam tak naprawdę mówią? W tej opowieści jest mowa o nieżyjącym już artyście, szalenie barwnym człowieku — Leszku Wilczku. Zresztą przeciekawych osobowości u mnie na wsi naprawdę nie brakuje. Także teraz. W gruncie rzeczy kampania o wolność wciąż jeszcze trwa, tylko wygląda inaczej. Na moment zmienię perspektywę: Fiodor Dostojewski napisał Jedyna wolność, to zwycięstwo nad samym sobą. Ot co.
06:19
July 27, 2021
Tu mieszka cisza (Srebrna Góra, która...) #128
Tu mieszka cisza (Srebrna Góra, która...) Po 45 prawie wszyscy, którzy tu mieszkali zostali odmieszkani; po górach krążyli zagubieni, zdeterminowani ludzie, jak inny gatunek, taki podejrzanie przedwojenny, gdy tymczasem trzeba było hodować nowych ludzi, budować nowe mosty. A  w miasteczku opustoszałe domy zaczęły się kurczyć i kruszyć, otwierać okna oczu w kompletną pustkę. I miasteczko zaczęło się zapadać w sobie. Wtedy wkroczyła tu cisza. I mogła tu rozwinąć skrzydła Tak tu właśnie zamieszkała tu cisza, jedna z wielu, ta cisza szczególna tego rodzaju,  dokładnie taka, która pojawia się w górskich miasteczkach, gdy nikt inny pojawić się nie chce, gdy nastąpiła zamiana światów, wielkie wysiedlenie marzeń. Cisza zadomowiła się, chociaż przybyli nowi mieszkańcy, nowego gatunku, zjawiły się także drobne ekscytacje, z powodu poszukiwaczy skarbów, którzy niczego nie znaleźli. Aż nadszedł czas, gdy homo turisticus odwiedzać zaczął miasteczko, gromadnie ale to nie wystarczy, żeby pozbyć się tej ciszy i pieśni pleśni – z grubych murów, ze starych ścian. I w sumie… to dobrze, to dobrze…. *** Srebrna Góra małe miasteczko usadowione w wąskiej, głębokiej dolinie, po obu stronach krętej, stromej drogi, prowadzającej do Przełęczy Srebrnej, oddzielającej Góry Sowie od Gór Bardzkich. Po wojnie i wysiedleniu niemieckich mieszkańców Srebrna Góra bardzo podupadła, straciła prawa miejskie i już nigdy ich nie odzyskała. Nawet siedziba gminy znajduje się w Stoszowicach. Nie pomogły tajemnicze forty pruskiej twierdzy, wzniesionej przez Fryderyka Wielkiego, - największa fortyfikacja górska w Europie. I tutaj cisza zajęła ważne miejsce, po zmroku, szczególnie po zmroku. muzyka by www.purple-planet.com
03:43
July 21, 2021
Moc głosu – więcej niż Góry Literatury ;) #127
Moc głosu – więcej niż Góry Literatury ;) Kiedy coś opowiadam  (kiedy coś opowiadasz) cokolwiek i tworzę atmosferę, krajobrazy, z których ktoś się wyłania, coś się wydarza, jakiś fragment dialogu, a potem pointa – pamiętam, że głos tworzy światy w świecie, że słowa niosą nie tylko treści, ale i brzmienia wypełniające obrazy z naszych głowach, gęste przestrzenie myśli. A na początku był Logos, myśl — impuls, dźwięk rozpoczynający wszystko, krzyk otwierający ziemską linię życia każdego z nas. To jest moc. I prawie o tym zapomniałam. Ale słuchając opowieści Nasty Niekrasowej (a było  na festiwalu GóryLiteratury) – wróciła do mnie świadomość, że posiadanie głosu, to znacznie więcej niż wymiar codziennej komunikacji, niż zanucenie sobie czy komuś – przeboju lata ;) W tradycyjnym śpiewie oczywiste jest to przekonanie, że dobra pieśń zmienia rzeczywistość. I robi to dobrze. Jeżeli przełożymy to na mechanikę kwantową, na fizykę falową konkretnie – to pasmo dźwięku rzeczywiście przeorganizowuje przestrzeń, tę jak pisał prof. Locke – „zupę kwantową”, w której jesteśmy zanurzeni. Nasta przygotowała niezwykły recital będący opowieścią o sytuacji ościennego kraju, Białorusi tak bliskiego, tak swojsko brzmiącego, także w 2021. Zrobiła to z przeogromną, a skromną siłą biorącą się z wiary w moc głosu, w możliwość harmonizowania zdarzeń, łagodzenia cierpień za pomocą dźwięku. Tę sztukę wypracowały całe pokolenia kobiet, na całym świecie. Wszędzie śpiewane są pieśni przetrwania, trwania, piękna, narodzin i śmierci. I śpiewanie ich to prawdziwe wrota do cudów. Nie czujesz tego...jeszcze? To sprawdź.
03:23
July 18, 2021
Białowieża i Solidarność – rodzinny punkt widzenia 3 #126
Białowieża i Solidarność – rodzinny punkt widzenia 3 Myśmy się tego trochę bali, ale nie za bardzo. Białowieża bardzo się ostatnio zmieniła. Nie ukrywam, że mnie to cieszy. Hm... Ujmując to elegancko – struktura społeczna także została dotknięta zmianami, jeszcze delikatnie, ale… czas jak zwykle jest po stronie rozwoju. Jedno się nie zmieniło: wieś od początku była odwiedzana przez ludzi, którzy decydowali od wielkich sprawach, chociażby z kronik Jana Długosza wiemy o wizytach Władysława Jagiełły, bywali kolejni królowie i carowie, car Aleksander II Aleksander III i jego syn - car Mikołaj II, a to przyjechał Herman Goering, a to towarzysz Gierek, a także współcześni politycy, decydenci i celebryci. Nie wymienię, bo to długa lista. Paradoksalnie – może i się rozmawiało o przysłowiowych losach świata, ale wieś – tego nie odczuwała. Przewrót Solidarnościowy, nie zmienił faktu, że nie było w Białowieży, żądnych wielkich nazwisk, legendarnych działaczy, ludzi, którzy mieliby potężną siłę sprawczą nawet w tym lokalnym wymiarze. Chociaż miejscowi działacze robili, co mogli. Żeby ustalić: co mogli - oddaję głos moim rodzicom.
06:56
July 12, 2021
Białowieża i Solidarność – rodzinny punkt widzenia 2 #125
Białowieża i Solidarność – rodzinny punkt widzenia 2  -  To była nieprawdopodobna zmiana Solidarność i Białowieża – to taka historia nieoczywista, bo wielkich akcji nie było. Zwykłe życie było, po PRL-owsku szare i po ludzku kolorowe. W 1980 roku miałam dziewięć lat, moja wieś to był taki trochę koniec świata: puszcza, zaraz granica z ZSRR, czarno biały telewizor z telerankiem, na mojej ulicy było sporo dzieci, jesteśmy rocznikiem wyżu demograficznego. Rodzice prowadzili aktywne życie zawodowe, mama w zakładzie naukowym - tata był wtedy nadleśniczym. Prowadzili też całkiem ciekawe życie towarzyskie, dyskutowali nieraz do rana. Słuchałam, co się dzieje, ale nic nie rozumiałam. Teraz też nie jestem pewna czy jestem w stanie zrozumieć, po dorosłemu dotknąć tamtej atmosfery, wyobrazić sobie realne napięcia i nadzieje. Ówczesną potrzebę wolności. Czy byłą podobna do tej, która poczuliśmy zasłonięci maseczkami, przygniecenie badaniami, obserwując zamykanie granic, otwieranie granic, zamykanie restauracji, otwieranie. Ruch Solidarnościowy w Białowieży – nie łączy się z jakąś wiekopomną chwilą. Ale dla zwartej grupki naukowców to był bardzo gorący czas. Wtedy, w tej białowieskiej skali próbowali łączyć się w nurt przemian, który z trudem dopływał w głąb lasu i z równym trudem w głąb ludzkiej wyobraźni. Co to będzie, jak jacyś inni dojdą do władzy, co to będzie, jak Związek Radziecki zareaguje. Jedyne newsy ze świata przywożono w postaci publikacji drugiego obiegu, które były obiektem ogromnego pożądania. Jedynym źródłem wiedzy i obietnicą czegoś lepszego niż to...teraz. Chciałam bardzo wiedzieć, na jakie informacje czkali, co tam było? CDN. PS.  a przy okazji: https://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/moja-zona-glaszcze-jeze
05:34
July 8, 2021
Białowieża i Solidarność – rodzinny punkt widzenia 1 #125
Czasy mamy niespokojne, powodów do szykowania na zmiany, do elastyczności - jest naprawdę sporo. I nie ma co panikować, jako ludzkość – stawaliśmy wobec tego typu wyzwań co wojnę, co kataklizm, co polityczne zwroty akcji. czyli - cyklicznie. Każde pokolenie ma czas swoich małych albo większych dramatów. Każde pokolenie w którymś momencie musi zapytać – czy to ono tworzy tę społeczność, w której żyje, czy ktoś to robi za nich. Ktoś t robi za nas. Moje pokolenie ma teraz do dyspozycji pandemię, pokolenie rodziców stawiało swoje kluczowe pytania w latach 80 ubiegłego wieku, kiedy ówczesna polityczna i społeczna rzeczywistość coraz wyraźniej rozchodziła się w szwach. Ale ponieważ punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, to nie wszędzie i nie każdy brał udział w spektakularnej walce. Nawet jeśli czuł, że tak by trzeba było. W większych ośrodkach, w miastach napięcia i reperkusje były duże, zostały opisane, historyczne fakty opracowywano po latach. Jednak wychowywałam się na wsi. Naprawdę trochę dziwnej wsi, nietypowej. Pamiętam tamto solidarnościowe poruszenie w nieistotnych już dzisiaj detalach, co nie zmienia faktu, że był to ważny moment, jeśli nie dla tamtego wiejskiego świata, do dla moich rodziców, z którym pewnego dnia postanowiłam odkryć nasze lokalne, kameralne, zwyczajne, codzienne karty wielkiej historii. Niby to takie banalne, ale i dziś (jaj i wtedy) gra toczy się o prawdę. Ach, ta prawda, ustalenie faktów, i ich interpretacja – to wciąż są punkty zapalne mapy naszego świata. Arystoteles mówił, że „Prawda leży pośrodku – może dlatego wszystkim zawadza”. Fot Muzeum w Białowieży, 1937 rok /polona.pl
07:03
July 6, 2021
Detale, szczegóły, wypite kawy na balkonie #124
Poranki są ciepłe, ciche, chociaż miasto szumi i buczy  gdzieś dalej. Robię sobie kawę z kardamonem i siadam na małym balkonie, patrzę na pelargonie - kwiaty, które zniosą wszystko, a wyglądać będą soczyście. Tak, teraz zapamiętuję każdy dźwięk, zapach szczegół. I te wszystkie kawy wypite latem na balkonie będą mi się śniły pewnie już na początku października. A ty – jak dbasz o swoje jesienne sny?
01:37
July 3, 2021
Noc Kupały – obok legend, ale przy ognisku #123
Noc Kupały – obok legend, ale przy ognisku Postanowiłam, że będę świętować, co chcę i kiedy  chcę, ale kuszą mnie dobre stare daty. Noc kupały jest niezwykle kusząca – astronomicznie, pogodowo, to święto – legenda, święto po odkurzeniu   wciąż przynoszące radość tym bardziej aktualną, że w zasadzie zmysłową. O to w tym świętowaniu zawsze chodziło, jeśli wierzyć etnografom. Wprawdzie odtwarzanie przedchrześcijańskiego świata, w mentalu i w zgrzebności obyczaju wydaj mi się dość ryzykownym zabiegiem, ale w każdej bajce jest ziarno prawdy i to akurat przeważnie się po prostu czuje.  I dlatego postanowiłyśmy świętować. Bez reguł, bez ram, trochę bajkowo, trochę z szacunku to echa zapomnianej rzeczywistości, które wciąż brzmi w legendach, przysłowiach, ludowych piosenkach i w starych opisach tamtego  świata. To wszystko było i trochę nada jest. I dlatego,  biorąc księżyc na świadka, taki gruby, będący tuż przed pełnią i jasny jak latarnia – świętowałam w świętotwórczym towarzystwie , korzystając z jadła, napitku i poezji. Co do poezji, to wiersz napisała tuż przez Kupalnocką 2021 Basia Goralczuk i wrzuciła na swojego fejsa. Z czego skorzystałyśmy, (technologia by night)  - po to, by chwili dodać splendoru, podążyć za poetyckim obrazem, pomyśleć nad jakąś frazą, zaintonować wspólną myśl. (wiersz w dźwięku) Nie, nie wyruszyłyśmy w poszukiwania kwiatu paproci, zostałyśmy przy ognisku, ale „co się odwlecze, to nie uciecze”.  A radości miałyśmy co niemara, a rozmowy trwały do bladego świtu. I o to chodzi w świętowaniu, w zasadzie  - w każdym. Sprawdź  - jakie świętowania nie budzą twojego entuzjazmu… namierzyłam już kilka.  Sprawdź, czy istniały kiedyś radości, które teraz pasowałyby do ciebie? I… pamiętaj o wierszach. Letnie Przesilenie, kupalnocka, to nasze słowiańskie noc, kiedy spotykają się boginie Wiosny i Lata to najlepszy czas, by świętować Miłość. Święto ognia, wody, słońca i księżyca, urodzaju, płodności, radości i miłości, powszechnie obchodzone na obszarach zamieszkiwanych przez ludy słowiańskie, ale również w podobnym charakterze na obszarach zamieszkiwanych przez ludy bałtyckie, germańskie i celtyckie.
05:22
June 24, 2021
Tajemnica nucenia pod nosem #122
Żeby osiedle nagle stało się teledyskiem, przestrzenią zaskakująco melancholijną, lub odkrywanie energetycznego potencjału śmietnika za blokiem – jest możliwe za pomocą muzyki. Zresztą wyjście na łąkę z Hanią Rani w uszach tez Mozę przenieść na inną płaszczyznę. No więc wystarczy włożyć sobie w uszy słuchawki, albo na uszy – zdrowiej – skupić się na swoim ciele, nie na tym co się dzieje dookoła i iść. Iść w rytm muzyki. I jść, i czuć. Nie analizować tego, co mijam, nie mówić do siebie ani do nikogo innego - iść z muzyką w głowie i w brzuchu. I to są przenosiny do innego świata. Szybkie i proste. Problematyczny może być wybór. Bo gdy idziemy w miasto z ostrym hiphopem, który wpływa na nasz puls i podkręca wkurzenie – to nie liczmy na super przyjemny dzień, raczej. Chociaż różnie to bywa. Jesteśmy bardzo inni. I zawsze dobieramy muzykę do tego, jacy jesteśmy. Niekiedy dzieje się tak przez słowa piosenki, która nam nagle weszła w mózg, tak możemy się orientować we własnych treściach, tych podświadomych. Dlatego wyłapanie - co nucimy odruchowo i zapytania siebie: a dlaczego – jest otwarciem drzwi do głębszej warstw siebie I dlatego, zamiast robić sobie ze świata teledyski – nucę, chodząc i odkrywam, co tam we mnie jeszcze gra. No to: czym brzmisz dzisiaj?
03:45
June 23, 2021
Bułgaria - rytmy ciała i głosu (Dynow i inni) #121
Mam do dyspozycji  powietrze i struny głosowe i dlatego gadam ile wlezie.  Mam do dyspozycji ciało, ten instrument odlotowy. My ludzie, możemy traktować ciało jako instrument nie tylko muzyczny. Ciało – możemy traktować jako scenografię do treści (jak w rozmowie, tzw. mowa ciała etc), ciało  w gestach wiele mówiących, ciało w ruchu, który ma znaczenie symboliczne, jest rodzajem komunikatu, albo po prostu ciało narzędzie do wprowadzania spokoju i harmonii w środku i na zewnątrz (jeśli założymy , że na zewnątrz nie jest wynikiem tego co w środku… ale to inna bajka) Ciało ciało ciało...     zawiodło nie do Bułgarii, żeby tańczyć paneurytmię, w zasadzie zestaw ćwiczeń do muzyki na żywo opracowany po 1900 roku przez filozofa, myśliciela i muzyka – Petyra Dynowa. Tańczyłam a jakże, zbyt krótko, żeby poczuć totalne zharmonizowanie, ale wystarczająco, żeby czuć się dobrze, lekko i swobodnie w tym ruchu. Natomiast to na co chcę zwrócić uwagę to fakt, że w XIX filozofowie  - teozofowie postawili na ruch. Przypominam,że w starożytności nauczanie filozofii tez odbywało się w uchu. No, naprawdę , nie  jest to przypadek, nie jest to filozoficzna fantazja.  Taniec, ćwiczenie to filozoficzna konieczność. Przypomnienie dla ciekawskich: od 1911 roku można tańczyć [niem. Eurythmie z gr. piękny ruch] – antropozoficzną sztuka ruchu, której zasady ( tu  techniki wykonawczej, jak i struktury dzieła scenicznego)  nakreślił  twórca antropozofii Rudolf Steiner (1861 – 1925). Jurij Iwanowicz Gurdżijew,  spędził większość swoich młodych lat, wędrując po Wschodzie w poszukiwaniu mądrości starożytnych religii. Należał do grupy ludzi nazywających się "Wspólnotą Poszukiwaczy Prawdy"; uważali oni, że kiedyś istniała jedna religia, a później podzieliła się i można ją znaleźć w różnych krajach Wschodu. W kresie międzywojennym opracował system dość skomplikowanych tańców, które uważał, za zasadniczą częścią nauki. Wedlu niego człowiekdziała poprzez trzy ośrodki: intelektualny, który myśli i planuje; emocjonalny, odczuwający ból i przyjemność oraz fizyczno-instynktowny, będący twórczym ruchem. W każdym człowieku dominuje jeden z tych ośrodków. Tańce miały na celu odkrycie tych ośrodków i wyrażenie całej filozofii Gurdżijewa poprzez ruch. No i najprostsza, łącząca a z cyklem natury, przypominające ludowe słowiańskie tańce w kręgu – Panewrymia Dynowa. Zawsze tańczona do muzyki granej na żywo, będąca trochę pilatesem, trochę naszym polonezem i zdecydowanie – niepotrzebująca gimnastycznych talentów. O słońcu, jako głównym źródle energii i inspiracji, śpiewa się prawie w każdym utworze towarzyszącym ćwiczeniom. Petyr Dynow podkreślał, że paneurytmia przynosi korzyść zdrowiu tylko wtedy, gdy tańczy się płynnie, zgodnie z wewnętrznym rytmem, zachowując właściwą kolejność figur. Starałam się, naprawdę. Mam do dyspozycji  powietrze i struny głosowe i Mam do dyspozycji ciało, ten instrument odlotowy. A ty masz do dyspozycji to samo. Tylko trochę inaczej…
05:31
June 20, 2021
Bułgaria - a czego nie wiesz o panewrytmii...? #120
Stoję twardo na ziemi  i jestem literką A. Potem składam się w L, a  gdy się prostuję, to jestem pewna, że jakieś ze mnie takie X. Bywam alfabetem, bywam znakiem drogowym, bywam posągiem, ciało jest po względem możliwości niesamowite. Tańczyłam paneurytmię, wg nauk Dynowa. Tańczyłam  w Sofii, w parku o 7 rano. Do muzyki granej na żywo na skrzypcach. Krążyłam, powtarzając  jak papuga kolejne gesty. Wprawdzie bez pełnego zrozumienia, ale z pełnym zaangażowaniem. Panurytmia jest przyjemna, niewysiłkowa, chociaż można mieć zakwasy… w rękach. Serio. Paneurytmia dobrze działa na zdrowe, ale tańczą i młodzie zdrowi i starsi ludzie. Każdy nadąża. I każdy jest skupiony na sobie. Nie ma przestrzeni do sprawdzania komu co lepiej wychodzi . To jest fajne.  W tym tańcu się nie gada, gada się ewentualnie potem, ale nie ma konieczności. Można po tańcu oddalić się w swoim unikalnym stylu. Co kto lubię. Taniec kończą życzenie dobrego dnia i to dopiero jest moment socjalizacji.  Łatwej do ogarnięcia nawet po bułgarsku. Na początku – luźna inwokacja, ale nie ma tu wodzireja, o prawidłowe wykonanie figur dba każdy, kto umie. No dobrze, ale chcę powiedzieć,że takich tańców, ćwiczeń, przyjemnego spokojnego ruchu, w jakimś systemie lub bez jest mnóstwo. W każdej szerokości geograficzne. My ludzie – naprawdę tego potrzebujemy jak… słońca, jak oddechu Nie lekceważmy zatem ani  gimnastyki słowiańskiej, ani jogi, ani pilatesu, ani cantieniki (z włoch przyszła) ani tai-chi, ani żadnego ruchu, który nam pasuje Nie tylko za paneurytmią stoi filozofia konkretna historia i lata praktyk praktykujących. Kiedy patrze na krąg bułgarskich tancerzy, ćwiczących zawsze wśród zieleni, skupionych i poważnych – to wydaje mi się to organiczne, konieczne, niewymuszone i przyszłościowe. Bułgarska profesor kinezjoterapii Ludmiła Chervenkova dwukrotnie przebadała grupę osób współcześnie praktykujących paneurytmię. Pierwszy raz przed rozpoczęciem ćwiczeń, drugi – po sześciu miesiącach. Okazało się, że każda z nich nie tylko stała się sprawniejsza, silniejsza, bardziej wytrzymała i zdrowsza (mniej infekcji, więcej energii). U wszystkich ćwiczących zmniejszył się także poziom lęku, stresu, agresji i innych negatywnych emocji. Wzrosło natomiast subiektywne poczucie szczęścia, własnej wartości i wpływu na rzeczywistość, a także optymizm i satysfakcja z życia. *** Gra na flecie i do stworzeni grupy paneurytmicznej zachęca Cweta / Цвета Коцева
05:26
June 16, 2021
Maki. Historia prawdziwa. #119
Maki W tym roku maki kwitną jak szalone. To ich pogoda. To ich czas. W ogrodzie, kępa maków ma 163 cm. wzrostu, jest bujna jak nigdy i przyciąga oko jak nic innego. Choć wybór jest niczego sobie. Te maki są dzikie i co roku w tej kępie jakoś dotąd kwitły. Teraz kwitną nie jakoś – kwitną spektakularnie I - to jest w zasadzie dosyć straszne – gdy je widzę, to w głowie odpala mi się pieśń patriotyczna – czerwone maki. Każdy zna, prawda? I gdy tak sobie przewijam ten test, po raz enty, na widok maków w ogrodzie, to nagle do mnie dociera: Czerwone maki na Monte Cassino Zamiast rosy piły polską krew Zaraz, zaraz! Kwiaty, zamiast rosy piły krew, akurat polską, no horror. Wyobraź sobie krótki film animowany: kwiaty, czerwone, piją krew, zamiast rosy, oto ktoś wchodzi na pole czerwonych maków, a one szumią przy stopach, tak szumią szumią… I takie saą sprawgnioneee… Mam dwa przemyślenia.: 1. uważaj na patriotyczne pieśni i usłysz, co nucisz, usłysz na 100 % 2. nie każdy to kwiat, co się kwieci.
03:39
June 12, 2021
Zgubiony dokument - znalezione znaczenia #118
I straciłam ramy, w jakie mnie włożono gdy miałam 18, mówiąc mi,  że od tego momentu jestem dorosła i gdy pokażę papierek, dokument, plakietkę… to każdy mnie potraktuje jak dorosłą. Taaak. Akurat. Ale od tego czasu mam ten dokument przy sobie i odtąd na myśl, że jakoś go stracę, zawieruszę – prowadziła do dużego niepokoju. Bo jak to? Tak bez dowodu? Cała ciasna siatka zależności, loginów pozwoleń i podejrzeń się rozpadnie! Szczególnie silne jest to w czasie podroży... znasz ten lęk o dokumenty? Znasz ten lęk o dokumenty? Znasz ten lęk o dokumenty? Znasz ten lęk o dokumenty? Jedziesz sobie wzdłuż oceanu, czy idziesz górską ścieżką, albo jesz zupę urodżu na zanzibarskim targu i z tyłu głowy masz myśl – dobrze, dobrze, ale gdzie mam dokumenty? Gdzie mój paszport? Czy tu na pewno? Czy w hotelu dokumenty są bezpieczne? W walizeczce specjalna kieszonka, albo plastikowe, nie - skórzane opakowanie noszone na piersi, żeby nic nie zginęło. Nosz kurde! Przecież to mój czas, moja uwaga, moje myśli, są zatrzymywane przez kawałek plastiku, która ma udowodnić, że ja to ja, że z ojca i matki i z ziemi ojczystej, która nazywa się tak czy siak.  I jak mi gdzieś dokumenty zwinie – to stanę się nikim znikąd i żaden kraj, żadna ojczyzna, żadna matka i ojciec się do mnie nie przyznają? Ej, na pewno? No… możliwe. Serio. Ale tak naprawdę nie – nie  jestem typu parametrami, które tam widnieją. A w podróży sama sobie nadaję wiele imion. Nad morzem jestem rodzajem Miłki Wodnej, na łąkach – jestem Kolonizatorką Zielska, o zachodzie słońca  w górach – zamieniam się w miotłę romantyczną (no dobrze, trochę przesadziłam z tą miotłą, romantyzm zostaje). Nie jestem po prostu imieniem i nazwiskiem oraz imionami rodziców! I tak – prawdą jest, że zgubiłam dokument. DOKUMENT. I zaczęła się odklejać ode mnie identyfikacja obywatelska, te numery, bez których no się nie da tego i tamtego, te dane informujące, że wójt zaświadcza, że ja to ja. Wójt. Szanuję, ale bez dokumentu i wójta… Staję się  kosmitką w jakiejś  galaktyce  - bardziej, niż Miłką mieszkanką miejsca i czasu etc Dokument, symbol przynależności pewnie gdzieś poszybował, ale mam nadzieję, że nie posłuży komuś innemu.  Nie o to tu chodzi, żeby ktoś się żywił się moimi danymi 😊, no, chyba że pozwolę, ale nie pozwalam. Bo dane  są wielce zmienne w gruncie rzeczy i szanuję wójta. Tymczasem czuję się uwolniona z tych ram, czyszczenie mojego organicznego dysku  z informacjami pasującymi do dokumentów - łaskocze mój mózg. Oj, nie stworzyła mojego społecznego ja  żadna osiemnastka, nie stworzy i pięćdziesiątka i żadne zdjęcie z osłoniętym uchem nie będzie świadczyć o tym, jaka jestem. To tylko ... karteczka, która i tak straci ważność za jakiś czas. Ulga, wielka ulga Post scriptum. nie namawiam do porzucania dokumentów, tylko do zeskrobania z tegoż dokumentu tej grubej warstwy ważności, sklejenia z nim.  Poza tym – w finale mój dowód się znalazł na naprawdę wielkim lotnisku. I owszem – uznałam to za szczęśliwy traf. Pif-paf. Proces odklejania i tak już ruszył.
05:53
June 9, 2021
Bułgaria – słońce na górze (Witosza), słońce na dole (Człowieka). #117
Bułgaria – słońce na górze (Witosza), słońce na dole (Człowieka) Nie jestem tzw. porannym ptaszkiem, raczej ptaszyskiem jestem śródnocnym. Nieustannie mam zamiar to zmienić, dla zdrowia i urody, no ale... Ale tutaj spotykałam słońce o świecie. Bułgarską wersję słońca. Weszłam na górę przed świtem (masyw Witosza, jest wokół Sofii ;) . Weszłam z entuzjazmem.  Ostatecznie…. Ja  osoba w podroży. Trochę inna wersja siebie same. Wiadomo. A takie spotkania były bardzo zalecane  przez Petyra Dynowa – myśliciela, Nauczyciela, teozofa, który tak właśnie celebrował każdy początek dnia. I polecał tę praktykę. Nie jest ona odkrywcza, lecz w tej dziedzinie nie chodzi o odkrywanie kolejnych ameryk, ale o zrozumienie drogi i o konsekwencję. Zatem Petyr Dynow (Beinsa Douno) przez wiele lat o 5 rano dawał publiczne wykłady, w swoim  domu w Sofii, w dzielnicy Izgrew, na jego lekcje przybywali także intelektualiści ze świata. Próbuję sobie to wyobrazić, ale dziewiętnastowieczny zasłuchany tłumek nie chce mi się dać wyobrazić jeszcze. Zbyt wczesna godzina. A – najbardziej popularne wykłady były przed II wojną światową. Nauczyciel umarł, jako szanowany i (poza wszystkim innym) piękny starzec w 1944 roku. Tymczasem pod jedną z gór masywu Witosza pojechaliśmy samochodem.  Wysoko . Zostało kilka kroków na szczyt. Uuu uuu myślałm, że mi rozerwie płuca. Sama wysokość stolicy Bułgarii to 562 м  n.p.m. a ja jeszcze weszłam wyżej. Widok jest piękny, krajobraz kojący, grupa witających słońce - mała. Nie rozumiem bułgarskiego. Ale czekająć  - się milczy. Uff. Kiedy uspokoiłam już oddech, słońce wturlało się znad horyzontu. Wszyscy patrzyli na nie w ciszy. Stojąc sobie zwyczajnie, a bez ceremoni. Dopiero potem tworzymy krąg, jest cicha modlitwa ułożoną przez Petyra Dybowa, kilka luźny zdań i żadnych religijnie uschematyzowanych gestów  (bez wyraźnego prowadzenia), a potem każdy sam do siebie  sobie mówi, czego by chciał od tego dnia. Chcę się wyspać. Lecz to dopiero początek. Uśmiechamy się do siebie i każdy schodzi w dół do swoich  spraw. Czy – słońce dziś zostało już przez Ciebie przywitane? Tak po prostu? *** Po spotkaniu ze słońcem rozmawialiśmy o filozofii z Cwetą Koncewą (Цвета Коцева) – ot tak... przy śniadaniu.  PS. A za moim spotkaniem ze słońcem 'stoi' też Maria Traykova, dziękuję :)
06:22
June 6, 2021
Lotniska (2021) #116
Pustawo. Co drugi sklep zamknięty, restauracje nieczynne, otwarte są stoiska a kawa i kanapkami. Półki w tych sklepach też raczej puste, wybór snaków- niezbyt imponujący. Nie ma feerii barw i migocących przed oczami reklam. Za to obsługa na lotnisku jest miła i pomocna. Napięcia są tylko w kolejkach prowadzących do kogoś, kto sprawdzi stan dokumentacji zdrowotnej. Poza tym – dużo spokoju. Te lotniska, które mogłam zobaczyć, przypominają puste perony niewielkich stacji w niedzielę po południu. Zastanawiam się, w jakiej formie może wrócić ten ruch, ta gorączka zbiorowego przemieszczania się, którą wciąż jeszcze pamiętam. Czy wróci? Może wróci, może nie, może wróci może nie.... W końcu jakoś musi pojawić się także inna opcja podróżowania, dzięki której będziemy tam, gdzie chcemy, bez tych nerwów, których nie chcemy. Bez ścisku, bez stosu pozwoleń, dokumentów oraz potwierdzeń chowanych w bezpiecznych kieszeniach, w saszetkach, w podręcznych torebkach, które się sprawdza bez końca w strachu, że coś po drodze się zgubiło. Może jesteśmy o krok od wprowadzenia do użytku jakiegoś wielce niszowego wynalazku, o którym jeszcze nic nie wiemy, ale prace i prototypy już są. Jak ze szczepionkami. Były koncepcje, eksperymenty, ale niesprawdzone. Może ten wynalazek podkręci nasze ludzkie marzenia, zmienią status każdego urlopu, wyprawy, pory relaksu? A lotniska po postu przejdą do historii, zaadoptowane do nowych okoliczności, zamienią się w bujne ogrody, w parki rozumnej rozrywki albo miejsca bez żadnego wyraźnego przeznaczenie lub miejsca lokalnego kultu, bez kultu? Jestem świadkiem wielkiej zmiany, która na razie wydaje się małą pustką kilku dużych lotnisk. Jesteś świadkiem...
03:39
June 3, 2021
Bułgaria, a na tym grobie rośnie bazylia #
Bułgaria, a na grobie rośnie bazylia. Na jego grobie rośnie bazylia. Raz do roku jest zbierana, suszona I ziarna służą każdemu, kto zechce. Przy jego grobie się nie milczy. Można śpiewać, można rozmawiać (ale cicho, bo generalnie nie trwoni się energii i czasu na byle co), skupienie jest niezbędne I jest w nim szacunek, ale nie ma sztywności. Kwiaty tu kwitną jak szalone, wszędzie róże, alejki, ławki i – to wręcz rozczulające – małe stołki, takie, jakich kiedyś używało się w kuchni.  Babcie siadały na takich, gdy obierały ziemniaki. W Bułgarii, grób Petyra Dynowa to nie tylko grób Petyra Dynowa – to miejsce, w którym krzyżują się ścieżki tak bardzo różnych ludzi. Niekórym może się to wydawać dziwne. Ale jestem takim dziwnym człowiekiem i nie dziwię się dziwnym sytuacjom, ot - godzinę temu, przy śniadaniowym stole Cweta po prostu zagrała na flecie, który (urywając nagle zdanie) wyciągnęła z szafki. Obyczaje są inne? No nie wiem, czy to kwestia obyczaju. I jeszcze przed śniadaniem zatańczyliśmy pneurytmię, a teraz stoję nad grobem i wącham bazylię. śpiew w tle – muz. Petryr Dynow; Flet – gra Cweta muz. Petryr Dynow Przewodniczka wyprawy - Marija (dziękuję!) CDN.
02:50
May 31, 2021
Winna.... oleica krówka! #114
Kiedy jakiś czas temu, - i nie udawajmy, że było to w poprzedniej epoce – Lasy Państwowe zamknęły lasy (państwowe) i do zieleni dostęp stał się występem występnym – zrobiłam duuuuże oczy. Niestety, tak mi nie zostało. Musiałam je zmrużyć, bo nauczona doświadczeniem kornika-mordercy drzew i ludzi – chciałam dostrzec w tym szaleństwie światełko. Do dziś na mojej lubionej trasie jest tablina z informacją, że las jest pełen groźnych drzew - przestrzegają leśnicy. Serio. No, bardziej składny jest komunikat, ale właśnie taki. (vide foto) Zatem gdy tego lata okazało się, że w lasach bywają żmije, że mrówki gryzą, oraz że na dodatek jest (bo jakby onegdaj nie było) oleica krówka  - niebezpieczny owad. Nooo, to doszłam do wniosku, że Marvel ze swoimi komiksami się chowa.  Gdyby nie zdrowy rozsądek –  nie przestaławałabym się bać. Tak jakby w mieście nie było zagrożeń… auta pędzące po ulicach, rowerzyści niebaczący na niebacznych przechodniów, niesmaczna woda w kranie, smog (smog, smog), skupiska ludzkie, które w tym sezonie mają wyjątkowo zł notowania. Bać się bać się bać i nie przestawać (leśnicy przestrzegają!) A potem wyjaśniają, gdzieś w połowie przestrzegania, że chociaż ciecz wydzielana przez oleicę jest bardzo niebezpieczna, to nie powinna stanowić dla człowieka śmiertelnego zagrożenia. Dawka śmiertelna kantarydyny dla człowieka wynosi około 0,03 g tej substancji. Zmrużone oczy wznoszę do nieba (taka tradycja) i już nie liczę na to, że bardzo liczni będą bardzo nielicznym, ale głośnym - patrzeć na ręce, czy rzeczywiście przyrodę rozumieją jak własną kieszeń, a przez palce powinniśmy przepuszczać większość lękotwórczych informacji. To nie Oleica krówka jest wszystkiemu winna, to inne krówki,  na łąkach strachu się pasące.
04:36
May 26, 2021
Hej, w jakim jesteśmy teleturnieju? ? #113
Czy mogę ironizować w kwestii tej wielkiej gry? Wielka gra - polski teleturniej produkowany przez Telewizję Polską od 25 listopada 1962 do 2 września 2006 . Jest rok 2021 – mam pewność: tu gra się toczy. Tu toczy się gra. Gra w  - czego się boisz, ale najbardziej. W - odpal swój trach, a ktoś wymyśli dla ciebie remedium. W - odpal lęki do siódmego pokolenia wstecz;  nie ociągaj się;  tu toczy się gra; Nie ociągaj się, lęk to prawdziwa waluta, za nim stoją ogromne pieniądze. Zasil konta. Bezsilność popłaca. Tu toczy się gra – w dbaj o zdrowie – ale jak ale jak ale, bo wytyczne są zmienne i wzajemnie się wykluczające; ale jak, ale jak to? Na mapie ciała tej cywilizacji – same stany zapalne. Toczy się gra, toczy organizm, przetacza się przez głowę, potem przez serce, drenuje konto, zmusza do nieustannych negocjacji. W końcu – nie wiadomo z kim? Ale ta gra oznacza wielkie zmiany, ale zmiany oznaczają wielką grę; tu toczy się gra, kamery kręcą nieprzerwanie od początku świata, oczy wielkiego brata, podniesione brwi wielkich sióstr, z nieba podobno leća gromy, ale już się przyzwyczailiśmy.  Toczy się gra o ten strach, którego dotąd nie znaliśmy. Grasz w to? Czy.. a niech sobie sami grają, jak tacy mądrzy…
03:50
May 23, 2021
Dobry sposób na złe sąsiedztwo #112
Sąsiedztwo bywa kluczowe dla emocjonalnego zdrowia. Ponieważ mam swoje lata (ho, ho hoooo), to się naoglądałam życiowych skrzyżowań, oraz krzyków zza ściany się naoglądałam i agresorów na własne oczy widywałam. Płci obojga. I teraz  -  jestem przygotowana na tyle, na ile mogę, bo: nigdy nie mówi nigdy, zawsze nie jest zawsze, a przepis na święty spokój to nie kaszka z mlekiem, ani żubrzy udziec. Zatem  dajmy na to…  ziejąca ogniem sąsiadka, napastliwa i jadem spływająca, przekracza twoje granice, wysyła donosy,  tłucze patelnią w sufity, dokucza wszystkim, więc były już różne wojny, próby wzajemnych pacyfikacji, sprawy w urzędzie, jatki w sądzie. I nic. To spróbowałabym wersji relaksacyjnej: oto wychodzisz z mieszkania, spotykasz tę jędzę, centralnie,  ona nasze otwiera paszczę, ale zapewniam Cię, że powie to co zwykle tak jak zwykle, więc pozwól jej na tę pieśń, pozwól, ale się też dołącz. Stań wygodnie, złap równowagę, weź głęboki oddech, rozluźnij ciało, rozluźnij ramio, a nieee. Nie zaciskaj pięści. I nie czekając, aż skończy i nie słuchając sensu jej słów, zacznij mówić jej komplementy! Spokojnie mów. Rzeczowo. Nie podnoś głosu. Jak do dziecka, wyrośniętego nieco i ze śliną na podbródku, ale luzik, to tylko ludzka istota. A ona się nakręca (bo one się zawsze nakręcają), a ty, zaczynasz mówić jej te komplementy. Pamiętaj - spokojnie;  dzień taki ładny, poranek zaczął się tak szczęśliwie, jak pani dobrze wygląda, buty (kapcie) takie klimatyczne, z oczu widzę, że noc przespana dobrze, służy pani to życie, cera bez pryszczy,  proszę spojrzeć na pani ręce - cięgle takie młode, takie mocne, jakby panie przywaliła w drzwi, to by futryna nie wytrzymała, takie kobiety jak pani  to bezcenne są,  dlatego  ja tak panią podziwiam, i teraz podziwiam i nacieszyć się nie mogę, że się spotkałyśmy, od razu życie nabiera kolorów, zero bladości, jak pani policzki... no nie wierzę, że to róż jest, make-up, nie, ale wygląda bardzo naturalnie bardzo pani pasuje ten kolor bluzki.. ,proszę zostać, proszę nie odchodzić, zajrzę do ani na kawę, pogadamy jeszcze, pani obecność jest balsamiczna, źli ludzie nie przyjmują dobrych słów,  jak mądrze pani dziś mówi, chociaż kapcie m pani takie klimatyczne.. etc..itd. Jak myślisz  - ile dobrych słów, (i szczerych) wytrzyma niestabilne zło? Sąsiedztwo bywa kluczowe dla emocjonalnego zdrowia
05:48
May 19, 2021
Ciemna strona sztuki odreagowania #111
To był cudownie słoneczny wtorek, więc nastroje - wakacyjne, relaksacyjne, ostentacyjne. Oj, kiedy zaostrzenia przestaną być ostre – ludzie wylegną, opuszczą domy, mieszkania, kąty odkurzą i dadzą sobie wolne pod każdą postacią. Będą chcieli pozbyć się napięć jak najszybciej, będą się relaksować na wszystkie dostępne sposoby – to będzie wyzwanie, nie tylko organizacyjne. Trzeba się spieszyć, trzeba się spieszyć , trzeba się spieszyć Taka ciekawostka Kiedy zaraz po zakończeniu II wojny światowej, brytyjska marynarka wypuściła marynarzy na przepustkę, z większości okrętów I zdemolowali miasto. Z tej radości, w Halifax. Dowództwo marynarki nie zorientowało się w porę w sytuacji i następnego dnia  na lat zeszło 9,5 tys. marynarzy. to było 8 maja 1945 . ekscesy były:  zmarły trzy osoby (dwie z powodu zatrucia alkoholem, jedna została prawdopodobnie zamordowana), a 363 zostały aresztowane. 654 lokale zostały zdemolowane, a 207 obrabowano. Ukradziono dziesiątki tysięcy butelek alkoholu, do wymiany poszło 2624 szyb. (za onet.pl) Ludzka natura w fazie agresywnego odreagowania hm…. uznajmy, że od 45 zmieniliśmy się jako społeczeństwo, mamy więcej opcji relaksacji, mamy więcej zdrowego, zdrowego rozsądku, ale tak czy siak... Poza tym – trzeba się spieszyć, trzeba się spieszyć , trzeba się spieszyć Dr Konstanty Szułdrzyński w mediach informuje uprzejmie że według najlepszego scenariusza lockdownu możemy spodziewać się we wrześniu. Według mniej optymistycznych prognoz, może nawet wcześniej. trzeba się spieszyć, trzeba się spieszyć, trzeba się spieszyć , trzeba się spieszyć Zatem każdego cudownie słonecznego dani – pozwól sobie na miłe kulturalne odreagowanie, na cudny stan chilloutu, na nic nie musze, na świat sobie poradzi, na – jestem i to wystarczy. jestem i to wystarczy jestem i to wystarczy Trzeba się spieszyć, trzeba się spieszyć , trzeba się spieszyć? NIE TRZEBA SIĘ SPIESZYĆ.
03:18
May 12, 2021
Niedziela w parku, ot co. #110
Pierwsza, słoneczna niedziela: odpuszczone grzechy pandemii, odpuszczone grzechy łakomstwa, odpuszczone grzechy milczenia, odpuszczone zmysłowość nocy. No, dzień jak się patrzy, dzień co się zowie! Ruch w parku spory i spokojnie – podkreślam, że jest: spokojnie. Spokojne dzieci spokojnie jeżdżą na hulajnogach i spokojnie wiszą na linach drabinki, i spokojnie płaczą, żenie, nie absolutnie nie chcą jeszcze do domu. A już na pewno nie na obiad. Wszystko jest łagodniejsze niż zwykle. Odpuszczone w pełnym słońcu i powiewie wciąż zimnego wiatru. Ławki poobsiadane, szum rozmów jak w kawiarni. W niedziele, przy stołach w parku znów się gra w karty i popija piwko. Ale i tak nie jest jak było, nie jest jak było. Nie będzie innej pointy bo jest słoneczna niedziela a nie wiadomo ile ich, tam prawdę – będzie dla nas.
02:21
May 9, 2021
Sztuka gruchania – głębia gołębia #109
Sztuka  gruchania – więcej niż głębia gołębia. Zimny majowy weekend niewyrośnięty mały park na środku osiedla. Wygwizdowo jak się patrzy. Mży.  Na ławeczkach nikt nie siedzi. Dwaj chłopcy z hulajnogami uparcie jeżdżą w tę i z powrotem po mokrej asfaltowej alejce, solidnie wyglądający właściciel małego yorka rzuca mu patyczek na niezielony jeszcze trawnik. Stoję i patrzę, jak gołębica spokojnie przyjmuje hołdy gruchającego samca. Nie odwraca nawet dzioba w jego stronę, godnie idzie przed siebie. Ale czasem przystaje, jakby czekała na to jego godowe dreptanie. Na tym etapie ich relacji – ona godnie kroczy, a on szybko drepcze i grucha jak szalony. Wszystko instynktownie i bez zastanowienia. Rozumkiem tego nie ogarniesz, więc gołębie nie ogarniają rozumkiem. Jaja sobie robią. I tyle. Od zarania gołębich dziejów. Flirtują od swojego zawsze -tak samo, tylko może miejska sceneria jest mniej... spektakularna, niż potężna, a czysta matka natura. My, ludzie w ramach dbania o relacje - kroczymy i drepczemy za każdym razem inaczej. Role są płynne i grucha kto umie.  Jak umie. Mało tego – w naszym świecie gruchają urzędy, gruchają systemowe rozwiązania (próbujące flirtować z pojedynczym obywatelem). Odporność stadna zastępowana zostaje odpornością populacyjną i do populacji kieruje się tupnięcia nogą i zalecenia, a do konkretnych wyimków populacyjnych się niekiedy grucha. Tylko w ludzkim uniwersum jest taki bałagan – że gruchają obie strony, często -  jednocześnie, obie  drepczą, a co jaki czas kroczą. I nie ma w tym porządku,  bo to wszystko z rozumku jest, a nie z instynktu. A gdybyśmy postawili na więcej niż na jedną kartę, kartę tego konkretnego życia i tych rozumkowych potrzeb, gdybyśmy odkleili się delikatnie od instynktu przetrwania nie tyle w Polsce w roku 2021,a w bezczasowym wszechświecie. Mnie to kręci.  Pachnie wolnością od wszelkich gruchnięć. No, pomyślmy…
03:41
May 5, 2021
Czy słyszysz to skrzypienie pojazdu rzeczywistości? #108
Patrzę na tych kilku ludzi, na szerokiej parkowej alei i widzę wyraźnie, że bardzo zmieniły się ich ścieżki tego roku.  Dotychczas pędziliśmy w pojeździe naszej rzeczywistości, a nikt go tak naprawdę porządnie nie konserwował, ni rozumiał mechanizmu.  I pyk. Okazał się pojazdem skrzypiącym, chwiejącym się, zatrzymującym się znienacka i równie nagle ruszającym z kopyta. Lecz  - to nie jest pojazd donikąd! Choć skrzypi, to nie znaczy, że daleko nie pojedzie. Ale to nowej rzeczywistości dowiezie chętnych. Trzeba się przesiadać do przodu, trzeba sprawdzić, co jest na naszym bilecie: kto go nam sprzedał, czy transakcja była OK i jedziemy, dokładnie tam gdzie chcieliśmy. Jaka jest realna cena tej podróży? Skrzypienie  może wydawać się groźne, ale nie ma co się spinać; wyluzuj, pojazd zwolnił już tak bardzo, że możesz zrobić każdy ruch w dobra stronę. W Twoją stronę. I będzie OK. To skrzypienie to tylko zachęta do zmian. To jest dziennik zmian. Generalnie – bardzo zachęcam.
02:53
April 30, 2021
Lepszy świat jest w... (impresja z deklaracji praw człowieka) #107
Lepszy świat, jest na wyciągniecie reki. Pogłaszcz płaszcz, jest taki miękki, umyj ręce, najlepiej od wszystkiego, oddaj głos na polityka, a on zrobi porządek w twoim imieniu,  oddaj podatek tu i tam - twoje zdrowie będzie pod dobrą opieką, a wydatki te powrócą pod postacią dobra społecznego. Lepszy świat... Lepszy świat  jest we mnie, we mnie i ma się  dobrze, a poza mną - Wielka iluzja – wielka, tłusta iluzja. Właśnie zwija się teraz, jak latający dywan i odlatuje za 7 gór i 7 rzek i już nigdy nie wróci. Bo salony, w których leżą dywany na podłodze też przestają istnieć, wychodzą  z mocy każdej nocy, wychodzą z mody.  Iluzja, nie trzyma się pionu. Poziomu też już nie. Na salonach – hałas, kurz i nieporządek. Jeśli jeszcze ufasz głosowi, który nie jest twój – to kiepsko.  Lepszy świat, jest na wyciągniecie reki, możesz wszystko, Tak czy siak, nie możesz mieć wszystkiego, bo niby po co? Czasami wystarczy przyjaźń, ten rodzaj ludzkie magii. Trzeba się znać na tych czarach i na sobie. Gdy wszędzie  widać tylko fragmenty, tego co się zwija, część dywanu odleciała, a to, co się nie zdążyła dozwijać jeszcze z nami jest, więc udajemy, że jeszcze nam ciepło w stopy, dywan nas grzeje. Cóż...   Nie grzeje już. Moje państwo jest we mnie, nasze państwo jest w iluzji, państwo pozwolą, że wybiorę miejsce na najbliższy urlop, a osiedlę się gdzieś… może pomiędzy? Lub w jeszcze innym gdzieś? Bo Artykuł 13  Deklaracji praw człowieka a 1948 roku:  1. Każda osoba jest uprawniona do wolności poruszania się i osiedlania w granicach każdego Państwa. Lepszy świat, jest na wyciągnięcie reki, latające dywany to norma.
03:29
April 27, 2021
Czy umiesz - w praktykowanie niepraktyczności? (impresja z deklaracji praw człowieka) #106
Poradnia niepraktyczna Tak, tłumaczę już: Bycie tylko i wyłącznie praktycznym - strasznie męczy. Naprawdę. Poprzednie pokolenia wypracowały super model praktycznosci - żeby przetrwać i się bezpiecznie rozmnażać. Ale - poweidzmy sobie szczerze - znamy biografie i historie tych, którzy nie byli praktyczni. Może balansowali na krawędzi i skończyli źle, ale, kurcze - mieli interesujące życie! Jeśli założymy, że śmierć jest i tak nieuniknona - co tracimy..tak naprawdę? Moja rada – praktykuj praktyczność, taką, jaką znasz, tak jak chcą rodzice i społeczeństwo, i sprawdź - jak się z tym czujesz,  czy się dobrze z tym życiu bawisz. Spokojnie, bo Artykuł 25 POWSZECHNej DEKLARACJI PRAW CZŁOWIEKA (z 1948)  głosi, że Każda osoba ma prawo do poziomu życia odpowiadającego potrzebom zdrowia i dobrobytu jej samej i jej rodziny. Masz prawo być niepraktyczny, gdy to odpowiada potrzebom twojego zdrowia i twojego osobiście praktykowanego dobrobytu.
03:20
April 22, 2021
Konceptami świat ten stoi. #105
Konceptami świat ten stoi. Wszyscy ćwiczymy teraz koncepcję zdrowia, ale i tak na każdego działa to inaczej. Mój Dziadek uważał, że nacieranie Przemysławką działa cuda. I kurcze, zdrowy był jak rydz, aż do śmierci. Umarł zaś sprawnie i szybko, a nikt się tego nie spodziewał, choć miała ponad 80 lat. Bo dla wiecznie chorych – wieczna choroba, dla niezdecydowanych i to i to. Krzysztof Zanussi nakręcił kiedyś takie sobie film, pod wybitnym tytułem: Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową – owszem, życie kończy się śmiercią i nasza cywilizacja uważała,że nad tym panuje (pomijając wojny) To zresztą też koncepty, bo na przykład - szczerze wierzący wiedzą, że życie kończy się nowym życiem. I mówiąc szczerze – nie mam nic przeciwko temu. To też koncept. Czasami koncepty są jak pistoletowe kule  mocno wbite w ciało, ostre i nieprzyjazne. Właśnie te kule wyłuskuję uważnie od jakiegoś czasu, a każda z wyjętych kul wspiera moją koncepcję totalnego zdrowia. Co do szczęśliwości – mam inne pomysły, ale to już sfera niewypowiadalnej radości... *** PS. Przemysławka – polska woda kolońska,produkowana przez poznańskie zakłady Pollena-Lechiai sprzedawana w szklanych buteleczkach z plastikowym zakręcanych korkiem. Istniała już przed druga wojną światową, popularna w okresie PRL. Przemysławka została zdetronizowana przez wodę Brutal, produkowaną od końca lat 70. w oparciu o francuskie półprodukty.
02:08
April 16, 2021
I wtedy słyszysz, kim jesteś #104
Mhm,  to jest Dziennik Zmian: różne wątki do pomyślenie , do wybrzmienia, podkreślenia, bo to zmienia to – co zmienia, jeśli zmienia. Ale zmienia, zmienia Zamyślam się... ale akcja idzie dalej (świat się kręci) , coś idzie, czy się kręci wszystko jedno – ruch jest. Ruch jest potrzebny. Ruch w ciele. Powerze tworzące wszystkie możliwe dźwięki, od burczenia w brzuchu, po śpiew gardłowy albo chrupnięcie, gdzieś tam… I nie jestem taka hej do przodu, ale taka hej do środka. Lecz lecz czy słyszę, kim jestem? Czy słyszysz, kim jesteś. Na pewno to słyszysz? Dziś,albo jutro – usłysz (jeszcze raz), usłysz siebie  - to jest ważniejsze, niż myślisz; to jest ważniejsze, niż myślę. Zamyślam się.. ale akcja idzie dalej PS. tło dźwiękowe, to przerwa w warsztatach głosowych Asi Pyrek (Mariposa)
02:37
April 13, 2021
Dalej, czy bliżej ci do wspomnień? #103
Jest mi dalej niż bliżej do tego wspomnienia, które mam na myśli. Bawię się w chowanego ze wspomnieniami, ale czasem znajduję takie..,, że ho ho ho ho hoho W tym wspomnieniu ciesze się tym momentem (zresztą odejchany jest, stoją na dachu filharmonii w wielkim męskim cylindrze. To moja radość, ale kapelusz nie był mój. A przy okazji chętnie przygarnę podobny! Zresztą czuję, że lato spędzę w kapeluszach, w cylindrach, w maskach, a opalać będę tylko te nieszerokie plecy i prawą kostkę u nogi. Bo, czemu niby nie? Mam też od rana wrażenie, że nie wiem wszystkiego o moim własnym świecie, lecz tylko dlatego, że nie stawiam sama sobie pytań. Pytam na lewo i prawo… jak zagubiony przechodzień. A przecież to moja rzeczywistość. Własna. Osobista. Jest mi dalej niż bliżej do tego wspomnienia, które mam na myśli. Zatem  pytam - czy skoro jest mi dalej niż bliżej, to mam powód od smutku? Odpowiedź: Jeśli zmierzasz z punktu A do punktu B (i masz chęć w tym punkcie B hasać do woli), to przecież im dalej jesteś od punktu A, tym bliżej celu! Uuuuuuuf.... Życie jest, kurcze, w sumie proste, prawda? Uchylam kapelusza. Nawet jeśli nie był mój.
02:11
April 10, 2021
Lubię to bagno. Narewka. #102
Rozlewisko, takie wodolejstwo rzeki, jej gadatliwość sezonowa – są tak malownicze, że bardziej się nie da. No dobrze. Da się. Ale dla mnie to jest punkt odniesienia wszelkiej rzecznej urody. Narewka ma też bagna, może nie spektakularne, ale mimo wszystko - wciągające. Brunatne torfowiska, zarośnięte trzcinami, stare żeremia bobrze, drzewa o podciętych gardłach… Suche trawy szeleszczą na wietrze… Auuuu, szszszszszsz Plener na historię romansową („Wichrowe wzgórza”?) albo horror. W wietrzny dzień (taki jak teraz) to jednak idealna scenografia do opowieści o bohaterstwie, Chyba przez te ciemne chmury („Czarne chmury”), które pędzą spiętrzone,  poganiane wiatrem. To moje ulubione bagno. Jest po prawej stornie, za Narewką jeśli wędruje się od Białowieży towarowej - w stronę wsi. Małe przytulne bagno. Chociaż mądrość ludowa głosi, że wpakwać się bagno – to nic dobrego. Życie, do którego pasuje jakakolwiek bagienna metafora – nie jest specjalnie pożądana. Chociaż z drugiej strony, to w białowieskich bagnach powstańcy 1830 i 31, i w 1863 topili skarby i powstańcze finanse. Takie bagno - to majątek… tak jakby. W każdym razie  - oto mam ulubiony fragment bagna, kameralną przestrzeń, ze stojącą wodą, mocnym zapachami gnijących liści i do tego czarne błoto, stare torfowisko, które kontempluję  i kontempluję Też kontemplujesz jakieś bagno,  hm?
03:11
April 5, 2021
Ta pierwsza rzeka. #101
Rzeka. Ta rzeka, pierwsza rzeka - zaczęła się (dla mnie) wtedy, gdy zobaczyłam ją po raz pierwszy. Niewiele znacząca leśna rzeka, płynąca przez Puszcze Białowieską: żółta woda, powolny nurt, silny zapach organicznych resztek. Zrozumiałam, że jest ważna, gdy stoję na moście, na Wysokim Bagnie, w lesie, kilometr od granicy  słuchałam warkotu i jakiś huczenia,  militarnych ruchów zza ówczesnej granica z ZSRR. Teraz rzeka cicho  wpływa z Białorusi, do polski. Tylko ptaki towarzyszą przekraczaniu tej granicy. Dla mnie Narewka zaistniała w stanie wojennym, w latach 80 tych ubiegłego wieku, by być ze mną do czasu, gdy wciągnie mnie inny nurt życia. Co zresztą si stało. Bo ta sama rzeka  przy moście na Białowieży towarowej była moim kąpieliskiem, była łowiskiem dla mojego dziadka, niedzielnego, wakacyjnego wędkarza, była źródłem nieistotnych historyjek i scenografią dla nastoletnich wyznań. O zachodzie słońca. Pierwsze pijawki, tony komarów i gzy, bo wtedy jeszcze nad rzekę goniono krowy z pastwiska. Żeby się wody napiły. Dziś na wsi nie ma krów. Ale kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy, była uregulowaną rzeką, łączący świat wody i świat lasu, świat innego kraju i świat mojej strefy czasowej. Nie kluczyła, nie kłamała, nie pozowała na większą i lepszą.  Ostatnio postanowiono przywrócić jej  meandry, zarośla w których gnieździłyby się dzikie i rzadkie ptaki. I taka teraz jest. Powolna, zarośnięta, z mniejszą ilością wody, bo puszcza schnie tak, jak cała planeta po naszej, zielonej stronie. Rzeka wciąż  jest tą , którą odwiedzam tak często jak tylko się da. Więc  kiedy i gdzie zaczęła się Twoja pierwsza rzeka?   Kiedy i gdzie zaczęła się Twoja pierwsza rzeka?
03:45
April 4, 2021
O kilka potraw za dużo i... deszcz. #100
Tej wiosny, kiedy pada  - to o jedną kroplę za dużo. A kiedy pojawiają się zakazy, to  jest o jeden zakaz za ciężko. A kiedy wychodzę na spacer – o jeden krok za daleko, lub o jeden za blisko Więc, kiedy zasiądę przy stole, zastawionym o kilka potraw za dużo i kiedy zjem tak wiele, że pojęcie dobrobytu zamieni się w niestrawność Pomyślę, że wszystko  już było i jeśli zjem to co zwykle tak jak zwykle to będzie o jeden raz za wiele A to jest ten czas, idealna pora, by zrobić coś innego. Coś innego. Teraz, nie da się już udawać zmian, bo zmiana się dzieje  tak czy siak.
01:32
March 30, 2021
Pikantne pikniki - powrót do natury #99
Pikantne pikniki - powrót do natury Nie tylko młodzież dziś czuje, że przyjście  wiosennych emocji jest skutecznie hamowane przez kolejne lockdown’y. Oto  natura budzi się ze snu (zimowo-pandemicznego, rzecz jasna), więc  porządkujemy powoli nasz egzystencjalny chaos i chcielibyśmy przeżyć coś  dobrego, na przykład: fajne spotkanie, niespodziewaną kawę na mieście,  miłość! No właśnie! Z miłością jest najgorzej.  Badanie socjologiczne informują, że liczba rozwodów i niedopasowanie  rośnie, rzesze singli okupują internety, na portalach miejskich  rozpaczliwie: „hej ładna blondynko w białych butach i białej maseczce,  co jechałaś autobusem nr ileś-tam - odezwij się!  Taaaaa. Może się odezwie, ale szanse są nikłe. W każdym razie – warto zagadywać do maseczek - to tak na przyszłość. Jak tu z wiosną, wyruszyć na spotkanie szczęścia, jeśli rozmowy z maseczkami wydaj nam się… niezręczne?  Gdzie  tu się podziać, gdy jednak maseczko dopowie. I będzie to w dodatku  miło? I nawet jeśli pierwsze śniegi stopniały (tę międzyludzkie) - na  pandemii nie zrobiło to większego wrażenia! Jak teraz mamy zaufać  uczuciom, zachować zdrowy rozsądek i zdrowie? Jak uśmiechnąć się  szczerze, oraz poczuć chemię w wersji live? Na pierwszą randkę nie  umawia się człowiek w swoim domu! W cudzym też lepiej nie. Nawet na  drugą – nie wybiera się własnych, osobistych czterech ścian. A nie  będzie drugiej randki bez pierwszej = szach – mat. Gra skończona, zanim  zaczęła być grą wstępną. Cóż.. W tej sytuacji pozostaje chyba tylko  oczekiwanie na dni bardzo słoneczne, na miękkie dywany łąk i pikantne  pikniki, czyli – konieczny powrót do natury. I to  jest akcent optymistyczny tej społecznie - bardzo trudnej sytuacji
02:27
March 25, 2021
Niema, ale widząca #98
Ani słowa Idę przez miasto niema ale widząca; tak widząca, że ograniczona paleta zimowych barw wydaje mi się zaproszeniem na karnawał. Bal maskowy - w każdym sklepie, fiesta w stu trzydziestu dwóch odcieniach bieli! Idę przez miasto – widząca, przyszłość nie jest dla mnie zagadką, ale o tym – ani słowa więcej; bo słowa wracają do mnie z każdym oddechem i są zimne jak trup. Idę szybko, smuga słońca spływa mi po plecach. Trochę się wstydzę, że to widzę. Tymczasem, idziesz przez miasto niemy, ale czy widzący…? I co jeśli nasze oczy się spotkają? Czy mnie zobaczysz, tak naprawdę (ani słowa więcej). Co poczujemy:  ciepło i zrozumienie, czy przejdzie mnie zimny dreszcz społecznego dystansu? Idę przez miasto niema, ale widząca – Co za intrygujące czasy, mój dobry człowieku... I ani słowa więcej.
02:20
March 22, 2021
Czy praca pracuje tobą, czy pracujesz? #97
Ciekawe, czy pracujesz, czy praca pracuje tobą. Czy ja pracuję, czy praca pracuje mną?  I wersja trudna – nie mam pracy tak bardzo, że to, czego nie mam - ma mnie. Uuuuuffff. Ale popatrz na tę sytuację oto każda praca (jaką wykonam) nie tyle jest robiona przez mnie, co dokonuje modyfikacji na mnie ;) Uczę się mniej lub bardziej nowych rzeczy, jestem stawiana jakichś – tam sytuacjach i reaguję, tworzę treści, wydarzenia, siebie tworzę i relacje też, etc. - zmieniam się. Zmieniam się poprzez aktywność.  No powiedzmy prawdą - staję się starsza i starsza i mądrzejsza o doświadczenie (tej pracy tamtej pracy). W tym kontekście każde zadanie wpływa na "mnie z przyszłości", na moje realne umiejętności, na to co będę jeszcze robiła, na to, na co się zdecyduję, czemu powiem: TAK,  a czemu powiem - NIE. Jeśli praca siłą trzyma mnie w miejscu - szukam w niej takich drzwi, których nikt jeszcze nie użył. I uwaga – znajduję je. I idę, idę znowu do przodu :)  czasem szukanie jest taaakie męczące, mnóstwo zakrętów, dziur , cudnych tarasów, otwartych okien muszę przeżyć.   A Kiedy się wreszcie zapominam w działaniu, zafascynowana tym, co właśnie powstaje – to jest moja praca, wykonywana zadanie, które mam ja. I które nie ma mnie.  Wolność dla mnie. Wolność dla mojej pracy. Wolność dla wszystkiego.
03:08
March 18, 2021
Czy masz opanowaną sztukę spacerowania? #96
Sztuka spacerowania Wdaje się, że każdy potrafi pospacerować. Nie ma nic prostszego. Nic bardziej oczywistego. Spacerowaliśmy już w wózkach, baaa -  w brzuchach naszych mam, spacerowaliśmy! No, ej - każdy to potrafi. Sprawdź to, popatrz uważnie gdzieś w parku, w centrum miasta, na deptaku – popatrz, patrz uważnie, a szybko wyłuskasz ludzi, którzy tego nie potrafią. Nie potrafią spacerować, nie czują się dobrze, idąc tak przed siebie, nie widać by było im miło i przyjemnie. Nawet jeśli idą powoli, a wiosenny wiatr przeczesuje im grzywki. Oni nie są tym zainteresowanie. Jakoś tak… nie pasuję do miejsca, przez które idą, są odklejeni od scenografii… coś w ten deseń zauważycie. Wiem, że to mogą być ludzie wewnętrznie monologujący, albo tacy, którzy nie potrzebuje w tej chwili intensywnego kontaktu ze światem. Idę, bo idą. I dobrze. Ale – to nie jest spacer. Oczywiście mogę też nie cenić przemieszczania się bez konkretnego celu, nie lubią pustych przebiegów. Tak---- oni nie pospacerują Czy zatem spacerujesz? Czy masz opanowaną tę sztukę?
02:07
March 15, 2021
Co wiesz i jeszcze: kto pyta #95
· Co wiesz? · Więcej niż ci się wydaje · Tylko? · Tylko nie zawsze sięgam tak głęboko, żeby wiedzieć do ciwme · Gdzie sięgać? · W głąb odwagi wyrażania tego, co wiem. Na początku mnie mówiono ,że tak mi się wydaje, że nie mam liczb, wykresów, nie byłam, nie widziałam – to skąd wiem? · No – skąd wiesz? · Z siebie i ze świata, z moich wykresów, z impulsów, które do mnie dotarły do tej pory, bo inne są w drodze. Wciąż są w drodze. Jak mawiali mędrcy, świat jest otwartą księgą. Myślisz, że to tylko metafora co? · To ja tu pytam. · To pytaj. Pytaj, Pytaj… · Ale najpierw - zapytaj siebie, potem pytaj mnie, i tych, którzy wydają ci się inspirujący. Co się wydaje, co? · To ja pytam. · Nie, to my pytamy.
01:29
March 13, 2021
Na żadne "nic" nie ma tu miejsca #94
A gdybym tak nic nie miała NIC NIC NIC Siedziałabym -  w tej chwili na skraju lasu. Widzę to tak: wiatr wieje przez moją głowę i mierzwi włosy, Mam nieskończoną ilość czasu, wreszcie mam czas - wyłącznie na siedzenie na skraju lasu; Donikąd nie idę, nie ma spraw, które wymagają moje uwagi; Nic nie mam; Sobie siedzę; Nie czuję żadnej konieczności; Nawet gdyby zaczęło padać - mogę się nie ruszać i moknąć Mogę potem kichać do woli; Nie muszę być w formie, w zdrowiu czy w szczęściu. Po prostu jestem, nic nie mam, siedzę na skraju lasu. W zasadzie mam wszystko; Jestem brzmieniem, biciem serca, szumem krwi w żyłach, przytkanym lewym uchem…. Jestem, jestem w moim własnym buum W dźwięku, który generuję, w bańce myślowej, przestrzeni życiowej, w sobie jestem sama Odczuwam siebie totalnie; Na żadne "nic" nie ma tu miejsca, tak realnie Ale wyglądam pewnie, jakbym nie miała nic Jest mi słonecznie i ciepło od środka; W głowie -  jak w podręcznej walizce, mam wspomnienia, po które mogę sięgać One są, chociaż, szczerze? Nie kuszą mnie jakoś speclalnie. Jest w nich dużo tego, co teraz widzę jako coś. (O, to jest coś. To było coś…) A teraz nie mam nic Boże, co za ulga!!! *****
03:12
March 11, 2021
Nie nabiorę się na ten bajzel #93
Nie, nie namawiaj. Ja… dziękuję. Nie nabiorę się na ten bajzel. Nie po raz kolejny. Nie stanę do walki o cokolwiek, z kimkolwiek ---..jakkolwiek - nie mam w sobie zgody na przekraczanie granic. Informacje, cyfrowe ściegi wyszywane słowem próbują wiązać mi ręce i odłączyć głowę od zasilania. Że niby dobro ogółu, istota sprawy leżąca hen, na horyzoncie, że tylko słuszne inspiracje, że tyle  problemów, a każdy na wagę złota, że źle się dzieje w państwie duńskim, a jeszcze gorzej w innych państwach. Że to wszystko zaprowadzi nas do piekła i co? Poddamy się bez walki? Tej walki koniecznej. Ten jedynej. Takiej, że pierwsza brygada, oraz że mucha nie siada? Nie, nie nabiorę się.  Najwyżej mucha siądzie.  Po raz kolejny. Zatrzymałam to koło zamachowe, porządkuję krajobraz po bitwach, tę strefę wpływów, możliwości i szans. Nie walczę, nie walczę nawet z katarem. Rozpoznaję niechciane symptomy i wysyłam je tam, skąd przyszły. To dotyczy każdego aspektu mojego bycia. Każdziutkiego. Rozpoznaję, ale nie naklejam etykietek informujących o tym, kto wróg, a kto przyjaciel. Nie nabiorę się na tej bajzel. Wszystko płynie, przepływa, rozpływa się: i wrogość, i przyjaźń. Najważniejsze: aby wiedzieć, na jakim etapie samej siebie jestem, i z jakiego punktu rozumienia obserwuję ten świat. Jeśli to jest jasne, - żadna walka (żadna walka) nie będzie sensowna. Nie namawiaj. Dziękuję Do widzenia. INSPIRACJA cytat *Penicylina ma dziwny front przed sobą. Gdzie jest przeciwnik? Jak go szukać? Jakie ma siły? Jan Gerhard „Łuny w Bieszczadach”. Wydawnictwo Lubelskie 1973 rok
02:48
March 7, 2021
Z nad ryby krojonej - z serii: złote myśli ;) #92
Strasznie to jest banalne, ale oto - koniec jest początkiem. Zawsze. Gapię się na rybę, która już skończyła żywot I jest krojona na dzwonka (tak się odmienia poprawnie. Chyba). Dzwonka są solone. Dzwonek to dzwonek. Wracam do ryby – koniec jej indywidualnej egzystencji właśnie przeobraża się w początek obiadu. Tak… a początek obiadu wiadomo, jak się skończy. Flaki i marcheweczka.... zęby I łazieneczka. Czy jakoś tak. Ścieżka żywieniowe jest taka sama dla nas wszystkich. Gapię się na rybę i czuję jak ważny, wielemówiący jest ten widok. I żadna metafora nie ujmie tego lepiej, niż to, co teraz widzę. A ty co  widzisz w tej chwili. Co to do Ciebie przemawia? I czym jest koniec czym  początek? I czym jest koniec czym początek? I czym jest koniec  czym początek? I czym jest koniec czym początek?
01:41
March 5, 2021
Uwierz mi, że się cieszę światem #91
Trochę wiosny, jeden haust (przez maseczkę), ale na tyle odurzający, że wszystko się tym haustem cieszy. Całe stworzenie – cieszy się I mijam ludzi, którzy się cieszą. O .. to oni.. I pies się cieszy. Już tłumaczę - to szczekanie przedspacerowe, zanim otworzy się furtka na cały, ogromny świat. Ja też się cieszę. Ale moja radość jest nie do wyrażenia jakoś tak…. Ani sobie nie szczeknę, ani nie zgram telefonem w kieszeni przeboju No nie umiem tak się cieszyć. Więc po prostu uwierz mi, że się cieszę światem, jest mi miło,że jesteś, jest mi fajnie, że nadchodzi noc I dzień, i noc, i inne, może mniej cykliczne zmiany A może – bardziej cykliczne, ale to wiedzą w zasadzie wielowiekowe smocze drzewa Niektóre cykle nie są ludzkie. I nie wiem, czemu ludzie nie potrafią się z tym pogodzić, nie wspominając od radości z tego faktu. Niektóre cykle należą do innego czasu, innej mentalności innej biochemii, I my ludzie gdy dotykamy takiej cykliczności – wybieramy lęk przed nieznanym. Zachłysnęłam się pierwszym westchnieniem wiosny i nie obchodzi mnie nic więcej. Zaczęłam mój osobisty cykl, którym tak się cieszę, tak cisze, że trudno to wyrazić Może… zmacham ogonem?
02:52
February 28, 2021
Szok zimnego poranka i nieżywy filozof #90
Ze starożytnych głębin wyłania się dzień jak co dzień. Wpadam w poranek wprost ze snów o ogrodach, pełnych trujących kwiatów i mam za oknem białą kartkę. Pustka samego środka zimy o świcie. (zzzzzz) Minus 18 st C i znikąd ratunku. Zostawiłam we śnie te soczyste, nieobliczane ogrody, świętą medycynę, antidotum na wszelkie troski i... kochanka. No i mam zimny poranek, niedogrzaną łazienkę, resztkę kawy. W dodatku nie najlepszej. Renesansowy humanista Marsilio Ficino uznał, że światu w kryzysie pomoże echo platońskiej myśli, ożywcze interpretacje i sztuka pilnowana przez filozofów. Cóż, miłość platońska do mnie nie przemawia, na kryzys dobrze robi duża dawka słońca, puchaty szlafrok, ciepłe słowo A co do sztuki…   Ze starożytnych głębin wyłania się dzień jak co dzień. Marsilio Ficino umarł dawno temu. Wracając do głównego wątku  -  Ze starożytnych głębin  Ze starożytnych głębin  Ze starożytnych głębin wyłania się dzień jak co dzień I tak za każdym razem. Czy jest coś bardziej…?
02:19
February 21, 2021
Ludzie ślizgają się i... #89
Jeśli tej zimy nauczymy się ślizgać wręcz zawodowo, to przejdziemy ślizgiem przez wszystkie systemowe fantasmagorie. Wślizgniemy się w rzeczywistość w sobie właściwym stylu. Nie zatrzymywani przez nikogo.  Dlatego nie waham się - przyjmując pozycję skoczka na przejściu dla pieszych, odpycham się od hałdy śniegu prawą nogą, a lewą steruję. Coraz umiejętnej. Rozkładam ręce na boki, raczej dla fanu, niż z praktyczności. Pozycja tancerza na linie przyda się na wąziutkiej ścieżce chodnika wydeptanej przez kilku przechodniów. Krok za krokiem. Step by step. Depczemy obie po pętach. Wciągamy brzuchy przy wymijaniu czego i tak nie widać spod puchówek. Ludzie ślizgają się i martwią się ślizgają się i martwią się I ja się nie dziwię,  ale postanawiam ślizgać się egzystencjalnie. Prześlizgnąć przez zimę, wyślizgane frazesy odrzucić i ustalić szlak osobistego ślizgu. Jedynie słuszny mogłabym też sobie poskakać z radości, ale to potem. INSPIRACJA „I ten upór ich zgubi, powiedziałem już panu. - Czyli powinienem skakać z radości? - zapytał…" Mario Vargas Llosa „Dyskretny bohater” strona 89:) Wydawnictwo Znak.
02:10
February 16, 2021
Fuzja działa odwrotnie do nuklearnego rozszczepienia - #88
Słońce, usta, fuzja - impresja nuklearna Czy pamiętasz słońce, czy pamiętasz słońce, czy? Miękkie ciepłe usta dotykające karku skronie pulsują a każdy promień jest delikatnym stuknięciem palca w napiętą skórę Czy pamiętasz? Patrzę przez okno, wszystko zapomniane od godziny 16 jest tu istne sin city. W bloku naprzeciwko zapalają żółte światła -czuję mdłości W bloku po prawej zapalają żółte światła -czuję mdłości W bloku z lewej  zapalają żółte światła -czuję mdłości mżawka przylepia się do  betonu, wielki ślimak sunie przez osiedle, po drodze nie bierze jeńców wkrótce wszyscy będą mokrzy  zmarznięci. Zapomnimy o słońcu ale ale ale ale Jądrowa fuzja - według jej zwolenników – wkrótce zapewni mieszkańcom Ziemi dostęp do taniej, czystej energii. Kolejne kraje działają na tym polu i ogłaszają sukcesy w eksperymentach. Czy ta fuzja to same zalety? Miękkie ciepłe usta dotykające karku Fuzja działa odwrotnie do nuklearnego rozszczepienia, które zachodzi w typowych reaktorach jądrowych. Bo jądra ciężkich pierwiastków - takich jak np. uran - wydzielają energię, kiedy rozpadają się na jądra lżejsze. Natomiast jądra lekkich pierwiastków odwrotnie: emitują energię, kiedy się łączą.  Kiedy się łączą.   Kiedy się łączą.  Kiedy się łączą. Będę słońcem - bardzo bardzo dokładnie przypomnę to sobie nie wszystko jest zapomniane miękkie ciepłe usta dotykające  karku Czy pamiętasz słońce, czy pamiętasz słońce, czy? *** Beethoven - Symphony No. 9 in D minor, Op. 125 - II. Scherzo Molto Vivace - Presto (For Recorder Ensemble and Chorus – Papalin).mp3 / musopen
02:56
February 11, 2021
Czekolada albo wojna #87
A może by tak porzucić przewidywalny bieg wydarzeń i znienacka przejść w stan życiowej pauzy? Może by tak nie odpowiadać  na dzwonki, zaczepki, czułe szepty, na  żadne sygnały i  nie zaglądać do skrzynek pocztowych. Wszystkich. Może by zdjąć  okulary, niech świat straci ostre kontury, ale ni traci barw. Mój blok wypowiedział światu wojnę. Przeklął siarczyście, zmroził wzrokiem rzeczywistość w  promieniu 2  kilometrów. Jestem w samym środku jak  woku cyklonu. I spokojnie czekam na to, co będzie dalej. Porzucam przewidywalny bieg wydarzeń, siedzę na łózku gryząc tabliczkę czekolady jak kanapkę. Hej powiedz, co ci gryzie? INSPIRACJA:  „A może by tak odwiedzić sklep z czekoladkami i kupić tabliczkę dobrej czekolady? Nie musi być droga, chodzi o smak” „Hygge.Klucz do szczęścia” Meik Wiking,  str 135.
02:05
February 5, 2021
Wyraź się, czyli od miłości do złości i z powrotem #86
Matryca uczuć -------------- od miłości do złości wdzięczność – zniecierpliwienie radość z obecności – silna chęć samotności miłość – znudzenie niechęć – pragnienie radość – zmęczenie oddanie – trzymanie dla siebie chęć  pomocy – totalne wycofanie pełne oddanie – zamknięcie absolutne delikatność-  wulgarność subtelność – prostactwo cisza - hałas opanowanie – rozhulanie namiętność – zawziętość oszczędność – rozpasanie minimalizm – barokowe kształty ograniczenia  - rozrzutność wyrażam na to wszystko zgodę, wszystko jest, jakie jest i jest każde, inne, ciągle inne - zgódź się, wyraź się, ja wyrażam to wszystko zgodę, to wszystko zgodę, to wszystko zgodę, spokój – gniew oddanie sprawie –  lekceważenie i śmiech porządek  - bunt rozmach – zamknięcie współczucie – chłód rozgrzane serce – lód, lód, lód hojność – sknerstwo rozmowność -  milczenie cisza – głośność współodczuwanie – samolubność empatia – egoizm wyrafinowanie  - prostolinijność uporządkowanie – kompulsywność porządek  - bałagan otwarcie – zamknięcie podniosłe uczucia – upadek grzecznie  niegrzecznie od linijki – chaotycznie wyrażam na to wszystko zgodę, wszystko jest, jakie jest i jest każde, inne, ciągle inne - zgódź się, wyraź się, ja wyrażam to wszystko zgodę, to wszystko zgodę, to wszystko zgodę, zabawnie – bardzo smutno intensywnie – melancholijnie konkretnie – niekonkretnie rzeczowo – uczuciowo logicznie – po prostu ślicznie mądrze – głupio cicho – głośno spokojnie – burzowo słodko  - gorzko uprzejmie – obcesowo namacalnie  - ulotnie obecna  - nieobecna wyrażam na to wszystko zgodę, wszystko jest, jakie jest i jest każde, inne, ciągle inne - zgódź się, wyraź się, ja wyrażam to wszystko zgodę, to wszystko zgodę, to wszystko zgodę,
03:17
February 3, 2021
Nie wiem co tymi gośćmi kieruje, gdy zaś kieruję sobą ;) #85
Nie wiem, co tymi gośćmi kieruje? Nie wiem, co tymi gośćmi kieruje i w zasadzie nie za bardzo chcę się dowiedzieć. Chodzi o to, żeby nie pozwoli kierować sobą. Siedzę za sterami samolotu  mojego ciała o skrzydłach rąk, osłabionych leżeniem na klawiaturze, o kaszlącym kadłubie i bardzo sprawnym kokpicie głowy. Przede mną pulpit zmysłowo migający tęczą świateł, w uchu - słuchawka informująca o pogodzie, o pozwoleniach, o zakazach, o wytycznych, o karach, o nagrodach, o innych samolotach i o dupie Maryni. Piloci używają słuchawek, sami ja zakładają i karnie odpowiadają, gdy się ich o coś pyta. Zgodnie z regulaminem. Tylko że ja nie poruszam się po kwadracie nieba, zagospodarowanego przez państwa, poprzecinanego powietrznymi drogami. Jestem użytkowniczką kosmosu. Całego. Głos w słuchawce jest głosem sieci dróg, dostępnych w poziomie. Ej, ludzie. Ja latam w pionie! Każdy z was może latać w pionie, jeśli włączy dodatkowy bieg. I kosmiczne zasilanie. Nie wiem, co tymi gośćmi kieruje, ale jestem doświadczonym pilotem, mam ten pojazd już tyle lat, godziny, dni, miesiące szczęśliwych przelotów – sama zadecyduję co jak i kiedy. Tym bardziej że słuchawka nie ma a parametrach żadnej z kosmicznych trajektorii. Tak odkładam słuchawkę,  odpinam mój splot społeczny i lecę tam, gdzie chcę Nie wiem co tymi gośćmi kieruje , nieważne, bo  ja  kieruję sama sobą. *** „Tacy zaczepiacze często robią z korespondujących z nimi dziewczyn jakieś niezrównoważone baby, które gdy tylko dają do zrozumienia, że im zależy, natychmiast przestają być interesujące. Nie wiem, co tymi gośćmi kieruje” str. 140,  Drenda Halber, Książka o miłości. Uwaga: bawiąc uczy. Wyd. Znak
03:16
January 29, 2021
Kim będziesz po pandemii? #84
Kim będziesz po pandemii? Przeglądam pandemiczną aktywność  znajomych i widzę: a to świetną grafik wyciągniętą z szuflady i ciąg dalszy tej graficznej opowieści, już z teraz. Widzę rozpoczętą powieść, zgrabną bardzo. Kolega,  okazał się świetnym stolarzem, posiadającym kilka niezawodnych a tanich patentów na półki, rozmaite.  Ktoś przypomniał sobie o szydełku, cuda, szaliki rękawiczki, serweteczki, no wszystko ! Fotografowanie dla niektórych stało się aktem super twórczym, a wyjście na spacer – medytacyjną kontemplacją sztuką spokoju Nareszcie wyszło szydło z worka! Wszyscy jesteśmy artystami tak w głębi duszy. Tylko trzeba sobie dać czas, wyskoczyć z tzw. utartych torów tym szybciej im bardziej to nie my je ucieraliśmy, ale ktoś utarł te tory dla nas, nakręcił nas i puścił przodem. Kim będziesz, dziecko, gdy dorośniesz Kim będziesz, dorosły człowieku po pandemii Czy chcesz dokładnie tego samego co wcześniej?
02:45
January 26, 2021
Jak brzmi twoje ciało (zimą)? #83
Idę, słychać moje kroki, słyszę oddech, tempo, w jakim bije moje serce. Idę i brzmię. Łatwiej zlokalizować szum ulicy, dźwięk syreny karetki,  rozmowę ludzi na przystanku, niż szum mojego ciała od środka. Idę – i brzmię, idę – idealnie jest wtedy, gdy świat współbrzmi ze mną. *** Na początku był logos,  w starożytnego grece  lego znaczyło - mówię , „mówię” to nie jest słowo, od którego się wszystko zaczęło, to jest dźwięk! Mój dźwięk nie jest nachalny, galopuje przez rzeczywistość i tylko ja znam jego unikalny rytm. Jestem swobodnym brzmieniem, przenikającym ściany, jestem wystukiwanym życiem, wybrzmiewającym byciem. A ty, jak brzmisz? Jaka galopada ma Twoją sygnaturę, jak dźwięczysz i dokąd dziś prowadzi Cię Twoja osobista linia melodyczna, ten szum krwi w żyłach? Inspiracja:„Koń stał się poetycką metaforą przeznaczenia Rosji. Puszkin zapoczątkował tradycję w Jeźdźcu miedzianym”  - Dokąd ty koniu, gnasz bez pęt / i gdzie opuścisz swe kopyta? Str. 426 Orlando Figes „Taniec Nataszy. Z dziejów kultury rosyjskiej”, wyd. Magnum
03:46
January 22, 2021
Sterownik marzeń – fotel , oraz inne dreams #82
Sterownik marzeń – fotel , oraz inne dreams *** Nie jestem pewna czy to co mam jest tym co mam. Kiedy patrzę na super wygodny fotel, to jakbym miała jakąś wypasioną sferę komfortu, cichy zakątek, mini krainę szczęśliwości z której czas nie ucieka. Ale to nie prawda. To po prostu fotel. I jednocześnie – to prawda – to moje marzenie o cichym kącie z miękkim siedziskiem, w którym mogę popołudniu przysnąć, jak cudownie stara kobieta, która ma wywalone na resztę świata. Mam ulubioną piosenkę? A może to piosenka ma mnie i używa, kiedy jej się zachcę. Siedzę w fotelu, pogwizduję i czekam aż zrobi się weselej, raźniej, bardziej dziarsko. Mam marzenia, ale czy posiadanie marzeń uprawnia mnie to traktowania ich jak zagonu buraczków. Marzenie o dalekiej podróży, i żeby konto zawsze było pełne i żebym miała puchatego kota o równie puchatym charakterze, i żeby dzieci były zdrowe. I żeby włosy urosły mi do pasa, w kolorze pszenicy, odsianej od plew. Trzymam te moje marzenia, siedzą c fotelu, naburmuszona i oczekująca.. spełnienia. Podobno nikt nie wypuszcza z rąk tego, co trzyma. Chyba, że dotyczy to szklanki z wrzątkiem. Co by było, gdybym uwolniła świat marzeń, dała im wolność, nie oczekiwała spełniania i w ogóle zlekceważyła moją republikę marzeń, twoją republikę marzeń i ich… ? Stara kobieta, siedzi wygodnie w foteli, przymyka łobuzersko jedno oko, a potem zamyka drugie i szybko zapada w sen/ „Sweet dreams till sunbeams find you Sweet dreams that leave all worries behind you But in your dreams whatever they be Dream a little dream of me” INSPIRACJA: „Kto by tam oddał to, co trzyma, Jerozolima nasza, jak nasz jest Nablus, Manasse wydalony z granic królestwa i na nic się nie zda gadanie”. Książka wyciągnięta z zakurzonego kąta: Jarosław Iwaszkiewicz „Czerwona tarcze” strona 166; wyd. Czytelnik. A zdanie to wykrzyczał królowi Baldwinowi Humfred z Toron. A przy tym „szczęknął mieczem”!
03:58
January 15, 2021
Zaklęcia przydatne w kuchni #81
Klasyka niedzielnego poranka: spaliłam. Spaliłam serniczki. Dwa. Zasłuchawszy się. Pora by stworzyć jakieś zaklęcie odczarowujące niedzielne śniadania. Te karmelizowane skórki. Lekko podwędzane  smaki. Zatem Niech w tej kuchni przez dzień cały same robią się specjały. Albo Kucheneczko powiedz przecie, co się spali, to nie zgniecie? Nie, nie w tę stronę Kiedy gorąc weźmie górę, sam się wyłącz. I w ogóle… albo gdy się gorąc nagle wzniesie, kuchnio, kuchnio wyłączże się.. Jeśli ktoś chciałoby woje zaklęcie dorzucić, można się podzielić ze mną, znajdując mnie na fejsie. Kierunek  - miłka malzahn – zadziała.
02:32
January 10, 2021
Wrony - cykl: z cytatu tu krajobraz #80
Jesień pęcznieje od początku jesieni i staje się jesienną zimą. I tak trwa. Na balkonie wymroziło kwiaty, lecz w kałużach bezpiecznie stoi woda, co parę dni wymieniana przez zimny deszcz, albo mokry śnieg.  Wrony,  tak bardzo pasują do tego krajobrazu, że w zasadzie widzę je wszędzie. Całe miasto jest pełne czarnych ptaków. Są jak chmura, która czasem gęstnieje, a czasem rzednie, są jak sumienie, którego echo pojawia się nagle między ścianami szarych bloków i w panice próbuje znaleźć wyjście z tej klatki. Nie ma radosnych treli, przynoszących wiadomości  o ptasiej miłości i rodzinnym szczęściu, o grzejącym plecy słońcu, o kolorowych obfitych kolacjach i krystalicznie czystej wodzie. Ale i tak wiem, dlaczego nie odpuszczam i sunę przez ten wroni pejzaż ubrana w żółtą czapę i mocno zieloną kurtkę. Otóż – nie czekam, aż ktoś przyniesie mi, położy pod nogi, wyszepcze w ucho – jasny dzień, chmurę motyli, śpiew słowika – taką dobrą, naprawdę dobrą wiadomość To ja jestem tą wiadomością . Tak jak i Ty. *** Inspiracja do tego obrazu: Sandor Marai „Sindbad powraca do domu” str 33 wydawnictwo Czytelnik  - zadanie z kluczowym pytaniem brzmi: „Ten hotel stał niedaleko budańskich gorących źródeł i przemieszkiwali tam całymi miesiącami samotni odludkowie, sensaci i dziwacy, którzy rankiem sami nie wiedzieli, dlaczego właściwie nie powiesili się wczoraj na klamce, której i tak nie na naciśnie nikt przynoszący list, czy radosną wieść."
02:33
January 6, 2021
Etnograficzne badanie szczepu - próba odczarowania słowa "szczepienny" # 79
A ja tu tylko w plemiennej mowie - szczep Szczepienny, Pozdrowię. Wódz - Szczepan (oczywiście).  Historia – w trakcie tworzenia. Specjalność: oszczepnictwo – szczepiennictwo, rzut szczepem nie wchodzi w grę. Ten szczep ma totem - pień szczepień. Szczeptyczni ulubili sobie jedną stronę wsi, ale teren, jaki zajmuje szczep - duży jest i każdy znajdzie szczyptę miejsca dla siebie. Szczep Szczepienny szczyci się tym, że lubi szczyty, oraz ekspresowo sczytuje informacje pisane małym druczkiem. Szczerze podziwiam szczepy, które nie potrzebują się sczepiać z nikim, z niczym, by dookreślić swoją kulturową tożsamość (toższczepność w tym wypadku). Nagle, jak z dotknięciem czarodziejskiej igły, budzę się w tym świecie jako zawołana etnolożka, etnografka i szczeptolożka. Ale Szczep Szczepienny posiada gen wędrowny i nie wiadomo kiedy opuści swoje siedziby i wyruszy na sawanny, lub wypuści na wielkie wody. Inne plemiona będą latami zachodzić w głowę: co tak naprawdę wydarzyło się w tej opowieści, jaką legendę zaszczepiono w głowach potomnych?
02:03
January 4, 2021
Heraklit noworoczny 2021 #78
Patrzę na rzekę, zimny podmuch nie polizał tafli wody. Płynie spokojnie, jak zwykle. Ale rzeczywistość nie jest taka spokojna,  zmiana jest zasadą, którą Heraklit uważał, za centralny element naszego świata (ta panta rhei - wszystko płynie). Dzień jest pochmurny, krótki, szary i deszczowy jak wczoraj, a „niepodobna wstąpić dwukrotnie do tej samej rzeki” - to też heraklitejska mądrość, więc jeśli mi się wydaje teraz, że to ta sama rzeka – to się mylę. Wygląda jak tamta rzeka, ale to jest ta rzeek, tej chwili. Z nowym rokiem jest podobnie. Zaraz po zmianie cyferek wydaje się być kontynuacją poprzedniego roku, lecz już napłynęła nowa woda, już jesteśmy na innej fali. To jest nowa rzeka, pozostawiająca nam iluzję kontynuacji.  Niepodobna przeżyć dwa razy takiego samego lata, takiej samej zimy I to – jest pocieszające Πάντα ῥεῖ καὶ οὐδὲν μένει ta panta rhei kai ouden menei – wszystko płynie, nic nie stoi w miejscu, jest w ciągłym ruchu.
02:19
December 30, 2020
Może bez fajerwerków, ale z sensem - życia kulturalnego wypatruję w 2021 roku #77
Na tak zwane życie kulturalne powiedzmy… w średniowieczu mało kto sobie mógł pozwolić. Ludzie walczyli o przetrwanie, o jedzenie, a w przerwach oddawali się rozrywkom typu: tańce, teatr uliczny, misteria religijne, miłość doczesna. Tyle. Rozwój kulturalnego życia stymulowany był przez możniejszych tamtego świata, aż z 200 lat temu sytuacja się wyrównała nieco. Zaczęto słuchać muzyki w dużych salach, poza pałacami, można było pójść do teatru, przeczytać książkę…  Obejrzeć film, wystawę,  oglądać telewizje, no i się zaczęło – koncerty na stadionach, wielkie festyny z każdej okazji, tłumne tańce jako ekspresja nie tyle piękna czy wzajemności, ale i indywidualnego rozedrgania. Kultura stała się częścią… hm… Czegoś, co przestało uwrażliwiać. Stała się wynikiem konkurencyjności w naszej rzeczywistoci, okazją do ekspresji frustracji (i całkiem słusznej),  zaczęla współtworzyć ten  bieg po lepszość, porównywanie z innymi, pragnienie lików,  stała się wyrazem lęków, gniewu, stawiała diagnozy, po której nie zostawało dużo nadziei,  wsadzała emocje na karuzelę, a nie dawała odpocząć. Generalizuję, ale przestało to wyglądać dobrze, chociaż przyzwyczailiśmy się do intensywnego funkcjonowania kulturalno  - towarzyskigo. Pytanie – co dobrego, pięknego, łagodzącego, wyprowadzającego na prostą -  tak naprawdę mieliśmy? Każdy z nas. Ja Ty. Ona.. Z jakimi emocjami wychodziliśmy z kina? Co działo się w nas po koncercie? Co po spacerowaniu wzdłuż brzegu najbliższej rzeki? Jak jest teraz? Oczywiście  - pusto. Ale czy nie jesteśmy na dobrej drodze do doceniania tych działań kulturalnych, które dają poczucie harmonii, porządku, mogą przywrócić dobry nastrój, spokój wzbudzić nadzieję i pomysłowość.  Teraz gdy częściej bywamy Sami z sobą, możemy sprawdzić: jak to jest być sam na sam ze sztuką.  Alo i bez. I niech znaczenie kreatywności rośnie.  Niech to, co tłumi  wrażliwość   – znika. Zatem Niezwykłego, subtelnego, podnoszącego na duchu (może bez fajerwerków, ale z sensem) życia kulturalnego wypatruję w 2021 roku. A co się świeci/święci  na twoim horyzoncie?
03:19
December 29, 2020
Wszystkiego fajnego, człowieku w sile wieku. #76
Kiedy byłam znacznie młodsza, patrzyłam na kobiety w moim aktualnym wieku z takim wielkim jakimś współczuciem. Ani to już miła staruszka, ani jeszcze wystrzałowa laska, jeszcze mięśnie podtrzymują kształt ciała, ale nadmiar skóry ulega grawitacji. Zwis. Stan zawiśnięcie między etapami. Nie wiadomo jak potraktować ten moment. Nie ma pewności, która z ról pasuje bardziej, która jest wygaszona na amen, a która się powoli rozkwita, (rozkwitanie bycia staruszką podoba mi się, ale…) – o rany – myślałam jako znacznie młodsza osoba – muszę to zapamiętać, żeby - gdy będę w takim wieku – nie przegiąć w żadną stronę. Bo to po prostu źle wygląda. Nie pasuje. Dysonans poznawczy tworzy. No I cyk – lata minęły, już nie jestem znacznie młodsza, znacznie starsza jestem, nie czuję się bliżej końca, czuję się w sile wieku. I doprawdy nie odczuwam potrzeby przylepiania samej siebie do wizji bycia miłą staruszką, I boże broń przed wizją niedoinformowanej życiowo, choć ponętnej młodości. Jestem teraz dokładnie w powyższym zawieszeniu i mam w dupie, co sobie może o tym pomyśleć ..ktokolwiek. Przede mną dni zwyczajne I dni magiczne. I wiek nie ma tu nic do rzeczy. Oprócz wieku tego świata, który też trwa w jakimś zawieszeniu cywilizacyjnym, w pandemicznej bańce informacyjnej, I choć być może nie bardzo chce, to w końcu wskoczy w nowy etap egzystencji. Wszystkiego fajnego cywilizacjo q 2021 roku. Wszystkiego fajnego, człowieku w sile wieku.
03:31
December 25, 2020
Tym razem - na wsi mrok, a „ostatni gasi światło”
W domach na mojej wsi światła wieczorem zapalają się tylko w jednym pokoju. Przez cały wieczór  cicho jest, nawet psy nie hałasują. W wigilię było – jak makiem zasiał i makowcem zagryzł. I zasnął. Grudniowy deszcz nie ustaje w wysiłkach, żeby choć umyć szyby, a one każdego dnia są coraz bardziej szare. Jest tak pusto. Jest tak spokojnie. Że gdy pojawi się nowy rok – to się pewnie trochę zdziwi. Chyba że sam będzie dziwny. To bardzo możliwe. Już na starcie. Ludzie w sklepie skarżą się na ten spokój, zza masaeczek większość słów i żalów dociera do mnie z opóźnieniem. Gdybyśmy zakryli uszy, byłoby jak pod wodą. Ale nie jest. Wciąż jesteśmy na powierzchni, dopóki wieje wiatr w żagle – płyniemy. I pewnie  dopłyniemy do celu. W domach na mojej wsi światła zapalają się tyko w jednym pokoju i nie jestem pewna, czy  celem jest zapalanie wszystkich świateł we wszystkich pomieszczeniach, zaproszenie gości, rozproszenie mroku? Ale jeśli każdy z nas ma inny cel? Czy spotkamy się przy jakiejś uwspólnionej wersji jednego celu? – oto jest pytanie A do tego, wiadomo – „ostatni gasi światło”.
01:53
December 25, 2020
Święta nie muszą być w czasie świąt - neuromagia #74
Naukowo dowiedziono, że kiedy dajemy prezenty, nasz mózg szykuje nam spory pakiet poczucia przyjemności. Nieco narkotyczne to doznanie niektórzy nazywają neuromagią mózgu. Rzeczywiście - neurony pracują na rzecz tego, który daje. Idę przez szare miasto, w szarych resztkach śniegu zatapiając czubki butów, zanim nastanie dzień - już się kończy, a wesołe dzwoneczki odbijają się echem w niewesołych sklepach. Daję temu światu szansę.   Świąteczne playlisty  napinają każdą szorstką nutę, wygładzają każde zmarszczone czoło. Wąskie grono, wąskie zaciśnięte wargi uśmiechają się do tego, co być musi. Kiedy otworzą się drzwi, może zajrzy do nas sztuczny mikołaj, ze sztuczną brodą i tysiącem sztucznych drobiazgów, który - rozdając nie swoje prezenty - ma swoją frajdę.  Powiedz wierszyk. Żaden wierszyk nie przeciśnie się przez zaciśnięte gardło. Czas dorosnąć i nie udawać, że święta są zawsze w czasie świąt.  Bywa różnie Daję  światu być takim, jaki jest. Naukowo dowiedziono, że kiedy dajemy prezenty, nasz mózg szykuje spory pakiet poczucia przyjemności. Otrzymywanie  też jest OK, chociaż to nie neuromagia. Tak czy inaczej: mogę czuć, to co czuję, nie muszę czuć tego, czego nie czuję. Nawet z okazji świąt. Mózg o tak robi swoje.
02:26
December 16, 2020
Ballada o podlaskich słowach - Kacap #73
Zwrotka 9 - Kacap Nie lubię tego słowa. Bardzo. Tutejszość używa go w złej wierze, i w złej wierze się ono narodziło. W Rosji zresztą. Ale nie z rosyjskiego. Zaraz wyjaśnię. Tymczasem Wikipedia uważa, że Kacap pochodzi z ukraińskiego (кацап) i jest pogardliwym określeniem na niegdysiejszego chłopa rosyjskiego, lub na człowieka ograniczonego. W XX wieku tak przyzywano przybyszów z ZSRR. U nas kacapami  są dla niektórych Polacy wyznania prawosławnego. Zawsze jest pejoratywne. Zawsze w jakimś nacjonalistycznym kontekście. Oni – kacapy, ona - kacapka. “Bój się boga, kacapkę se za żonę weźmiesz? - Myślicie, że to jest zdanie sprzed stu lat? Nie. Sama je słyszałam. Nie mam jeszcze stu lat. Z tym słowem jest też o tyle ciekawie, że w Jidisz ‘kapcan’ oznacza kogoś nieporadnego, niedołęgę jakąś, niezdarę, niedorajdę lub żebraka.  Kapcan jest ubogi (קבצן) i to jest powodem pogardliwego określenia. Kapcan, kacap…  Blisko, prawda? Tak jak przez stulecia blisko siebie żyli ludzie, którym niebacznie zmieszały się języki, jak w wieży Babel, nie przymierzając. I o tym była ta ballada. REFREN: I apiać tu takie słowa, wpadną w melodię języka, kiedy człowiek się zapomni, kiedy życia dotyka, kiedy zasłyszane zdania, zapomniane dawno temu nagle wybrzmiewają we mnie, a ja nie wiem: czemu, czemu? I chce mi się wtedy śmiać - i a piać – i a piać, i a piać (czyli: znowu)
02:46
December 15, 2020
Ballada o podlaskich słowach: rezanie, więc i - piździec! #72
Zwrotka 8 - Można by ją urezać. Można by tę zwrotkę też przyciąć i odpiłować. Ale rezaniu należy się w tej balladzie miejsce, bo podlaskie rezanie to echo wojen, rzezi i tertaków. Można sobie wprawdzie i w kuchni w kuchnie urezać palca, ale to doprawdy drobiazg. W zasadzie mało kto dziś tak mówi, ale gdy ktoś sobie palca ureza to mówi…. Zwrotka 9 – Piździec! Nieelegancko, wiem. no cóż…. Tutejsza mowa nie celowała w salony. Dla dodania szlachetności temu wyrażeniu zacytuję Stasiuka:  „W piździec z tym. Kiedyś wyprawa i jazda to były heroizm i wyzwanie. A teraz w dziurę wjedziesz, to ci się wszystkie światła zapalają, osiemnaście poduszek odpala, satelita zgłasza śmiertelne niebezpieczeństwo i za pięć minut jest pogotowie, straż pożarna i wsparcie psychologa. Kiedyś podróż była tajemnicą i człowiek się żegnał, jakby miał nie wrócić. Zwłaszcza w podróż na Wschód. (z książki „Osiołkiem. Wyd. Czarne) Nie ma wątpliwości, że nasza część świata, przytulona do szeroko pojętej ruskiej mowy – umie użyć tego słowa właściwie, tak by wyrażało nastrój, pokazało kierunek, dookreśliło sytuację. Na przykład, gdy pandemicznie zamknięto knajpy – o, to był piździec jak się patrzy! I ballada ta bez tych knajp mogłaby się tak skończyć, lecz jeszcze wybrzmiewa mi pewna popularna fraza.
02:12
December 10, 2020
Ballada o podlaskich słowach: szałaput & kordła # 71
Zwrotka 7 - Szałaput Jeśli z jakiejś dziewczyny był szałaput, to nie pasowała do sarafanu. W ogóle nie pasowała do społeczności!  Podejrzanie była rozstrzepana, zbyt odważne, nieuważna, a może… i swobodna. Mężczyzna – szałaput to tez nic dobrego. Choć szałapuctwo jest wybaczalne… ale robić interesy z gościem i psychologicznym rysie szałaputa? Nie, lepiej nie. W melodii tutejszego języka (przy czym tutejszy język ma mnóstwo linii melodycznych) - akcentuje się szałaputa tak: szałaPUt. Ty taki szałaPUt. No i wszystko jasne. Lecimy dalej. Ale zanim gdzieś dalej polecimy , proszę zwrócić uwagę, że cudownie powszechne, i wspaniale brzmiące u nas słowo kordła zamiast kołdra. Uważam, że to jest dość logiczne i nie wiem czemu nie zamieniono kołdey na kordłę na dobre. Szałaput przez nieuwagę lingwistyczną i dla wygody mówiłby kordła.
02:08
December 7, 2020
Sarafan - ballada o podlaskich słowach cz 5 - #70
Zwrotka 6 - Sarafan To było najbardziej tajemnicze słowo, które świat mojego dzieciństwa ubrał w stroje księżniczki wybierającej się na bal. Rosyjski bal. Do cara, co najmniej. Sarafany z rysunkowych bajek, były cudownie piękne. Jak z rysunkowej, rosyjskiej bajki, bo telewizja przy granicy lepiej odbierała z tamtejszych nadajników. Tak czy siak - sarafan to po prostu sukienka bez rękawów, a jej urok polega na jej historii. I na smukłości kobiety w sarafanie. Na pękatych kształtach sarafan nie wygląda idealnie, bo jest długą suknią, bez rękawów, zakładaną na koszulę, z wysoką talią, rozszerzaną ku dołowi, z przodu - rozpinaną lub rozciętą.  W europie najbardziej popularny sarafan był w XVII–XVIII wiekach. Zaś w Rosji ten strój był noszony przez chłopki z regionów centralnych i północnych. Na dodatek  samo słowo "sarafan" pochodzi z perskiego. To maksymalnie egzotyczne słowo! Aha, i jeszcze ciekawostka: Najwcześniejsze wzmianki o suknie typu sarafan odnotowano w 1376 roku w „Latopisie Nikona”. Najstarsze sarafany miały prosty krój, z czasem stawały się coraz bogatsze i coraz piękniejsze, w XIX wieku najbardziej powszechne były sarafany na ramiączkach. Taaak, spójrz na suknie ślubne typu: księżniczka. To – to.
02:22
December 3, 2020
Zza kulis zupełnie innych nagrań # 69
Dzieło, które nagraliśmy to: Miłka Malzahn & Wojciech Bura: Linia czasu-linia dźwięku mierzymy się muzycznie z tą opowieścią: *** Na tej linii czasowej nigdy nie było prosto – (tez tak czujesz?) Nigdy nie było, ot tak..jak po linie, choć nam wmawiano, że właśnie tak (czujesz?) Zakręty braliśmy coraz szybciej, oddech urywał nam się w czasie snu (czujesz…) Na naszej linii czasowej robiły się supły twarde jak skały A my traktowaliśmy je jak kamyczki (tak czujesz, czujesz) Ale zaczęło się bosko, urodziliśmy się, przytulano nas, świeciło słońce Szerokopasmowa autostrada życia, była wszędzie, tak na ziemi jako I w niebie (...czujesz) Potem poszliśmy do szkół i wciśnięto nam linijki do rąk, linię do głów Powiedziano, że na tej linii czasowej nie ma miejsca dla tych nielinijnych A teraz patrz, linia czasowa rozwarstwia się jak  francuskie ciasto (czujesz to, czujesz) Rozpływa się i zaczyna pulsować. To jest tak nieliniowe, że aż boli. Wielu z nas nie potrafi Ale spróbuj. Spróbuj się nie bać, wróć do swojego początku, czujesz tę ekscytację, niepewność, brak powietrza? To jest to, co nam się przydarza I wciąż czeka nas  - życie!  Tym razem nie pójdziemy jak po sznurku, tam, gdzie niby kończy się linia (czujesz to) Tym razem zerwani z tego łańcucha, spokojnie,z radością skorzystamy z wolności, która nie jest foremką jak od linii, dla człowieka, ale siłą totalnej kreacji, A ona nie ma granic, I nie można tu wyrysować żadnej prostej kreski Wiem, że to czujesz refren: to nie jest już ta sama, wspólna linia czasowa od punktu A do puntu B nie prowadzi już żadna droga Tylko łączy nas dźwięk , jak fala uderzeniowa taką falą w przestrzeni dźwięk działa, dźwięk płynie nikogo nie ominie, nikogo nie ominie to nie jest już ta sama, wspólna linia czasowa co nie znaczy, że zaraz chaos nas pochłonie to, co ważne jeszcze trochę się w nas chowa to, co zbędne jeszcze w ciemnych wodach tonie jesteśmy jak w ławice ryb, które się nigdy nie zderzają I tak jak ja I tak jak ty - ocealn ocean cały mają jesteśmy jak w ławice ryb, które się nigdy nie zderzają I nie ma takiej linii czasu, tylko po której płynąc mają
02:50
November 29, 2020
Łajza #68
ŁAJZA Kotka - osiedlowa łajza jest białoproążkową pięknością ze skłonnością do flirtów. Przez swoje okrągłe oczy, które mruży na 100 sposób, ma fanki w każdej klatce. I te fanki zostawiają jej miseczki z kocim jedzonkiem. Łajza jest puchata I grubawa. I gubi białe kłaczki, I kiedy akurat zajrzy do mnie, to jest tak, jakby stacjonowały u mnie białe renifery świętego Mikołaja. Łajza lubi sobie gdzieś czasem pomieszkać. Wysiaduje wtedy fotele, poduszki, zna przyjemne uczucie usadowienie się centralnie na klawiaturze. Nie musi być czyjaś, żeby traktować w ten sposób różne klawiatury. Kiedy sobie już pomiesza, pomruczy, naje się i nałasi – jest gotowa by wyruszyć w swój świat. Staje po drzwiami I żadne miejskie obyczaje nie są w stanie jej przekonać. Schodzi pod schodach uważnie, nieśpiesznie, kilka pięter w dół. Nie wierzy windom. I tak wychodzi pod blok. Nawet się nie obejrzy, miękko sunąc do swoich spraw. Bo życie na zewnątrz jest wymagające. Samochody po parkingu jeżdżą jak szalone, więc Łajza posiada instynkt, który pozwala jej przeżyć spotkania z samochodami, psami, dzieciakami. Wolna jest.  Bystra.  I ładna Przepis na dobre życie. Tyle się jeszcze muszę nauczyć od tej łajzy…
02:15
November 28, 2020
Ballada o podlaskich słowach cz. 4 - barachło i berbelucha #67
część 4 ale Zwrotka 5 - Barachło i berbelucha. Te słowa brzmią jak burczenie w brzuchu i jak bulgotanie w gardle. Jak poczucie, że brakuje mi czegoś lepszego i z ‘braku – laku’ wezmę jakieś barachło. Na pocieszenie, albo za karę (zależy od punktu widzenia) wypiję berbeluchę - tanie, czerwone wino. Dziś, będąc na pogaduszkach z sąsiadką, nalewamy do eleganckich kieliszków równie elegancki trunek – a i tak nazywamy go berbeluchą. Na cześć czasów, w których elegancja nie obowiązywała, a prostolinijność i dosadność określeń pozwalała wyobrazić sobie efekty berbeluchowego przedawkowania. Jeśli spróbujesz wysączyć jeden kieliszek berbeluchy, to potem możesz już tylko orzeszki. Albo inne barachło. Wierz mi.
01:11
November 26, 2020
Ballada o podlaskich słowach: Bambaryła z samogonem #66
Zwrotka 4 - Bambaryła z samogonem Nie, nie mówi się tak do milusińskich, ale jeśli kogoś lubimy, z tą jego rubasznością, jowialnością – to będzie bambaryłą, jak się patrzy! Nawet, gdy nie załapie w lot, o co biega – to tym bardziej bambaryłą będzie. Problem powstaje wtedy, kiedy przylepia się do człowieka bambaryłowatość. Takiego delikwenta (delikwentkę niedelikatnie nazywaną bambaryłą także. Z męska) – mało kto go potraktuje poważnie. Bambaryła zawsze będzie tym najmłodszym, tym co pobiegnie po… samogon. O, samogon to też jest słowo, w którym drzemie potencjał. Potencjał pracowitości, samo-gonienia za tym, co się zamaniło, za walutą lokalną, którą w czasach niepewnych bywał… alkohol. Wymiany barterowe znane od wieków, w czasach niestabilnych walut doceniały samogon. Za drobne uprzejmości życiowe wciąż można podziękować buteleczką. Nikt nie uważa tego za nietakt. Nawet bambaryła.
01:37
November 21, 2020
Ballada o podlaskich słowach - cz. 2 Zamaniło się #65
Zwrotka 3 - Zamaniło im się. Zamaniło mi się. Każdemu coś się może zamanić. To takie odległe marzenie, rojenia tzw. „ściętej głowy”, plany niedosiężne, odważne wizje. Cóż, coś co innym wydaje się być nieco absurdalne. To „inni” mówią o ‘mienieniu’ jak o mamieniu. Lubię jednak ten stan, gdy nagle mi myśl zaiskrzy, do takiej chwili pasują tylko i wyłącznie fanfary, nagle na niebie pojawia się tęcza, a wszyscy płaczą łzami szczęścia. O, jak wielki, jak jest nadciągający sukces! Oto kupiłam nową pralkę (tadam)…czy coś. Ot, zamaniło mi się. Pomarzyło przez moment. Zabłysło i zgasło.
01:41
November 18, 2020
Ballada o podlaskich... słowach. Wiszczeć #64
Język łączy mnie z tymi, których nie ma. Żyję na terenie, na którym nie rosną jednorodne lasy i nie rosną jednorodni ludzie. Fakt – porozumiewamy się, lecz nie mówimy tego samego i nie tak samo. I nie o tej samej porze. Mój język to podlaska gwara. Należy do dialektu mazowieckiego, ale mówiło się tu i po rusku, i po chachłacku, i kraszanką, „pa swajemu”, i chętnie pisało cyrylicą (onegdaj – głagolicą), albo – wcale się nie pisało, bo się nie umiało. Ja umiem pisać. I moi przodkowie urodzili się w jeszcze innym krańcu tej planety. Ja jednak urodziłam się tutaj i kołysała mnie do snu melodia tego języka. Kiedy byłam dzieckiem, brzmiał trochę inaczej, ale ta wciąż żywa materia, jest bazą zarówno prostego komunikatu, jak i wzniosłych idei. Tak,  jestem w samym środku odrębności i w pewnej przynależności do geograficznej przestrzeni brzmień. Tak,  jesteś w samym środku odrębności i w pewnej przynależności do geograficznej przestrzeni brzmień. Trochę jesteś mną. Ja trochę jestem Tobą, w tej naszej polszczyźnie. Nie jestem specjalistką od gwar. Jestem specjalistką od magii i melodii słów. A kilka kluczowych fraz objawiło mi się już w podstawówce. Nie doceniłam ich wtedy. Teraz – doceniam. Bardzo! Zwrotka 1 – Ej, nie wiszcz! Dowiedziałam się, że umiem wiszczeć (WIIISZCZEĆ!!!) w szkole. Pani mówiła: dzieci, nie wiszcie tak, bo głowa mi pęka. Wisk - tony wysokie, wibrujące pod czaszką, tony które dzieci znoszą bez problemu, a dorośli - z problemami. I kiedy ktoś tu mówi: pani syn się dziś darł, to wiemy, że akcja odbyła się z naciskiem na „aaaaaaa” . Skarga o treści: ale ta mała niemożliwie wiszczy – zakłada istnienie niewątpliwie głośnego „iiii”. Najlepiej wiszczą dzieci. Mistrzowsko. Wisk, pisk, gwizd, wizg – są jak dźwięku ślizg. Bardzo niebezpieczne.
03:06
November 12, 2020
Na tej liniii czasowej... czy też tak czujesz? #63
Na tej linii czasowej nigdy nie było prosto – (tez tak czujesz?) Nigdy nie było, ot tak..jak po linie, choć nam wmawiano, że właśnie tak (czujesz?) Zakręty braliśmy coraz szybciej, oddech urywał nam się w czasie snu (czujesz…) Na naszej linii czasowej robiły się supły twarde jak skały A my traktowaliśmy je jak kamyczki (tak czujesz, czujesz) Ale zaczęło się bosko, urodziliśmy się, przytulano nas, świeciło słońce Szerokopasmowa autostrada życia, była wszędzie, tak na ziemi jako I w niebie (...czujesz) Potem poszliśmy do szkół i wciśnięto nam linijki do rąk, linię do głów Powiedziano, że na tej linii czasowej nie ma miejsca dla tych nielinijnych A teraz patrz, linia czasowa rozwarstwia się jak  francuskie ciasto (czujesz to, czujesz) rozpływa się i zaczyna pulsować. Nie idę do przodu, ale idę wszędzie (i czujesz, i czujesz) Nie czuję, żeby czegoś brakowało, gdy jest wszytko To jest tak nieliniowe, że aż boli. Wielu z nas nie potrafi zjechać z tej górki we wszystkie strony na raz, Ale spróbuj. Spróbuj się nie bać, wróć do swojego początku, czujesz tę ekscytację, niepewność, brak powietrza? To jest to, co nam się przydarza I wciąż czeka nas  - życie! Tym razem nie pójdziemy jak po sznurku, tam, gdzie niby kończy się linia (czujesz to) Tym razem zerwani z tego łańcucha, spokojnie,z radością skorzystamy z wolności, która nie jest foremką jak od linii, dla człowieka, ale siłą totalnej kreacji, A ona nie ma granic, I nie można tu wyrysować żadnej prostej kreski Wiem, że to czujesz czujesz, czujesz refren: to nie jest już ta sama, wspólna linia czasowa od punktu A do puntu B nie prowadzi już żadna droga Tylko łączy nas dźwięk , jak fala uderzeniowa taką falą w przestrzeni dźwięk działa, dźwięk płynie nikogo nie ominie, nikogo nie ominie to nie jest już ta sama, wspólna linia czasowa co nie znaczy, że zaraz chaos nas pochłonie to, co ważne jeszcze trochę się w nas chowa to, co zbędne jeszcze w ciemnych wodach tonie jesteśmy jak w ławice ryb, które się nigdy nie zderzają I tak jak ja I tak jak ty - ocealn ocean cały mają jesteśmy jak w ławice ryb, które się nigdy nie zderzają I nie ma takiej linii czasu, tylko po której płynąc mają
05:08
November 7, 2020
Gubernator Taverna (z królestwa St. Głupawki) #62
“Hej, ha, na umrzyka skrzyni i butelka ruuumu” Nawet powietrze staje się bardziej geste. Już nie mówię o tym, że jest jakby bardziej zabrudzone, och są tu pyłki, smogi, bakteryjki. Wiadomo. I czas płynie, w tym powietrzu, jak statek parowy. Para buch, ale przestaje być zabawnie, bo jak się okazuje zabawnie - już było. W innym świecie. Tym sprzed pandemii.  Ale, bądźmy uwazni, bo nowy rodzaj zabawy, upgradowane poczucie humoru dopiero się rodzi. Hej haaaa I gdy wydaje się, że stopień zagrożenia włącza alarmową czerwoną lampkę za dnia I w nocy, kiedy jesteśmy przekonani, że wszyscy znajomi mają tę chorobę i jeśli akurat jeszcze chodzą luzem, to na pewno mają, ale o tym nie wiedzą - wiedz, że to przebodźcowanie. Zmęczenie. Brak świeżego powietrza. Kiedyś, w starym świecie – dostawało się wtedy głupawki.  Według Słownika języka polskiego PWN głupawka- to potoczni. «stan bezmyślnej wesołości» Zatem kiedyś włączyłby się pusty śmiech, nierzadko zaraźliwy. I byle co byłoby wielkim czymś. Na jakiś czas. W takim bezmyślnym stanie pojawiłby się Gubernator Taverna, postać ze świata głupawek. Cudownie nierzeczywisty, śmieszny w swojej powadze, gdy opierając się o framugę drzwi, wkracza w roześmiane towarzystwo, żeby zapodać najgłupszy tekst świata, po którym doprawdy nie ma co zbierać. Wszystko jest obśmiane bezpardowonowo, żadnych świętości. Gubernator Tawerna  nie jest tym zdziwiony, zachowuje się z godnością i po wypełnieniu swojej roli, wychodzi najczęściej przez balkon, co zresztą wzbudza histeryczne napady wesołości. A potem:  burza powoli cichnie,  fala śmiechu uspokaja się.  I spokojnie możemy żyć dalej. Ale jakby coś – przywołaj Gubernatora Tavernę. On zna się na tej robocie.
03:34
November 2, 2020
Oczy cyklonów #61
Oczy cyklonów Na moją głowę wchodzą obcy ludzie, zostawiają urwane zdania, jakieś przestrogi, skandują hasła, zarzucają prośbami; na moją głowę wchodzą dzieci, mąż i kot, pijany sąsiad, wchodzą za ciepłe czapki, za ciasne słuchawki, za gęsta jest mgła Jest tego za dużo, za dużo, zbyt wiele, zbyt wiele. I nagle, w najzwyklejszy czwartek, idąc do sklepu w porze: "a może zdążę przed godzinami dla seniorów”, na przejśćiu dla pieszych - budzę się jako ta, która jest w oku cyklonu. W oku cyklonu wiatr słabo wieje, wszystko cichnie. Nie ma opadów, ale temperatura jest wyższa,  ciśnienie bardzo niskie. Moje 36,6 nie wydaje się adekwatne, dlatego jestem w lekkiej gorączce rozumienia, w gorączce całkiem precyzyjnych planów I koniecznych działań. I dociera do mnie, że nie powinnam pozwalać, by jakaś idea wsparta o straszenie mnie we dnie I w nocy – zastępowała moją osobistą, wypracowaną na bazie doświadczeń zyciowych - konpcepcję tego, kim naprawdę chcę być i w jakim świecie chcę żyć. Pacyfikuję niepokój, wewnętrzną dezorientację I pozwalam na spokój w oku cyklonu, oku cyklonu, który idzie ze mną do sklepu, który robi zakupy I wraca do domu. Widzę to całe zamieszanie w rzeczywistości, lecz nie przyklejam się do tego. Jestem w oku cyklonu I  właśnie tworzę wizję świata, w którym chcę być.  Mam przed oczami całe sekwencje możliwych do zaakceptowania rozwiązań, mam tu fajnych ludzi, wzajemne zrozumienie i troskę. Pamięć tych obrazów zapisuje mi się w ciele, mój świat, nadal ma zdolność interakcji z tym, co jest, ma tę zdolność na tak wielu płaszczyznach, że czuję zachwyt. Jestem w oku cyklonu I niczego mi nie można narzucić, nic I nikt nie chodzi mi po głowie, moja głowa w lekkim dystansie rezonuje z bliskimi I dalekimi. Dzieci, mąż i kot, pijany sąsiad na chwilę wyświetlają się w strefie bezwietrznej i opatrzeni pakietem mojej uwagi, oddalają się do swoich spraw Już się nie kurczę w sobie, ale w tej ciszy z przyjemnością rozwijam moce rozsądku i intuicji – na spokojnie. Na zdrowie. Na szczęście. Sprawdź, gdzie jest twoje oko cyklonu. Spojrzymy na rzeczywistość razem, nowymi oczami. Oczami cyklonów.
03:43
October 29, 2020
W dobrej relacji (impresja śród-strajkowa) #60
PORADNIA PSYCHOLOGICZNA, SŁUCHAM? Halo, aha Tak, radzimy, radzimy - co widzimy, co widzimy. Mhm, tak, powtórzę, dobrze? Zatem jak dobrze rozumiem - ta relacja (aha, każda relacja) wywołuje takie echo. ? Echo, czyli: tak jak mam w głowie tak mam w domu (to dotyczy i umeblowania i bałaganu, i naszych z sobą nawzajem relacji), tak jak mam w domu - jest na podwórku, tak jak jest na podworku - tak jest w kraju, tak jak jest w kraju… Echo, echo. Psycholog i antropolog Aldo Civico z Columbia University od prawie 30 lat jest mediatorem. Zna temat. Mówi, że Ludzie w rokujących związkach mają na temat owych związków podobne wyobrażenia - a „w momentach kryzysowych nie chodzi o to, żeby przeczekiwać albo oczekiwać zmiany” – Zaleca tworzenie zmiany, prace nad / dla relacji. Kochać znaczy dbać o wzajemne potrzeby. W dobrym związku Wierzymy w swoje dobre intencje – Ale - Idealny partner nie istnieje, do jako takiej doskonałości możemy się tylko przybliżać – przybliżać, rozumieć, przybliżać. Każda relacja jest dynamiczna – powiadają psychologowie. Bez owocnych rozmów trudno zbudować bliskość. Zawsze jest coś do odkrycia. Pogląd na czyjś temat też się nie wyrabia na zawsze  (nie powinien się wyrabiać) Miłość przyjacielska może  trwać bardzo długo, namiętność wygasa, Halo ten związek nie ma się dobrze. Miłość przyjacielska Halo, Chcę rozwodu. Wiesz. Po prostu rozejdźmy się jak ludzie.
03:60
October 26, 2020
Moja Babcia z niemowlęciem maskującym zamiast maski #59
Idę przez miasto ludzi zamaskowanych. Wielu z nich od pierwszych wiadomości sprawdza liczby. Liczba zakażonych rośnie. Liczba zamkniętych w doamch - rośnie. Liczby winnych krajach – przerażające. Liczba na koncie – wielce niepewna. W dużej liczbie zamaskowanych przemykają jacyć niezamaskowani. Do godziny 9 rano indywidualny poziom zagrożenia będzie naprawdę duży. Idę przez miasto ludzi zamaskowanych I zastanawiam się, co liczyłaby czy moja Babcia, idąc z wózkiem pełnym broni, na której ulokowano mojego kilkumiesięcznego tatę? Liczyłaby na szczęscie - to pewne. I wiem to na pewno – nie przeliczyła się. Ale czy liczyłaby codzienni liczbę zabitych? Niemcy podawali takie wiadomości wtedy, gdy chcieli zastraszyć miasto, państwo, świat. Bez potrzeby się nie chwalili. Więc po prostu idę przez miasto, Babcia po prostu wykonywała rozkaz z niemowlęciem maskującym zamiast maski. Była wojna. Wszyscy liczyli na jej szybki koniec. I robili, co uważali za słuszne. Słuszność zresztą, w wersji bezwzględnej ma tę wadę, że niekiedy prowadzi na manowce. Można się przeliczyć. Uśmiecham się do tego co było, do historii się uśmiecham, nie ma, nie ma tego to, co minęło, to co jest zaraz mienie I będzie tym, co było, uśmiecham się do tego co było, do historii się uśmiecham, uśmiecham się.
02:49
October 24, 2020
A może pora na twój dźwiękowy list do... świata? #58
Tak, to może przynieść ulgę. Albo załatwić kilka spraw. *** Wszystko przez to, że jesteśmy empatyczni i ludzi lubimy. Tak. Ale od początku: Jesień 2020, kultura dogasa powoli, cukiernie ledwie, ale wciąż słodko dyszą, małe biznesy tracą nadzieję na kwantowy skok gospodarczy, ale – z tej rosnące fali niemocy wyłania się nowa karta społecznych potrzeb. Zawsze tak było. Podczas przewrotów, wojen, morów i innych katastrof – byli tacy – którzy wychodzili naprzeciw nowym, niespodziewanym potrzebom. Od połowy XIX wieku przeróżne osoby pracowały nad haczykami, agrafkami i spinkami, poszukując idealnego zapinadła.  Wówczas opracowano pierwsze rozwiązanie podobne do dzisiejszego zamka błyskawicznego, wynalazek nie utrzymał się na rynku. , ale to Poligon Wielkiej Wojny był pierwszym miejscem, gdzie zamki zastosowano na masową skalę. Do mundurów i butów. Do kombinezonów lotniczych i łączeń płótna samolotowego. Dopiero po zakończeniu wojny trafiły do cywilów. Radar, maszyny liczące, energia jądrowa – to wynalazki czasów II wojny światowej. To W sytuacji hm... podbramkowej szybciutko powstawały nowe pomysły nie tylko na przeżycie, ale I na życie – na nowe produkty o nowe zawody I ja właśnie z tym tutaj.  Mam jeden taki nowy zawód I nie zawaham się go użyć. Zatem: jeśli chcesz komuś wysłać niezwykłą, totalnie poruszającą wiadomość głosową - służymy pomocą.  Pięknie nagramy twoją wypowiedź, glos zabrzmi lepiej niż dobrze.  Jeśli potrzebna będzie pomoc w ułożeniu wypowiedzi,  proces wspomoże osoba znające się na sztuce słowa i na sztuce radiowej. Poradzimy jak ująć ważne kwestie w zgrabne frazy, podpowiemy czy pójść w minimalizm, czy pójść po bandzie, czy ma być czule, czy zwięźle. Dobierzemy muzyczne tło, albo zaproponujemy inne dźwięki. I tak oto otworzysz serce osoby, która tego posłucha. Zdobędziesz większe zaufanie klientów. Nawiążesz kontakt z nieznaną kosmiczną rasą inteligentnych ostot Poczujesz silę każdego własnego zdania To będzie wiadomość, której chciałoby się słuchać I sluchać I sluchać. Samo nagranie przebiegnie w atmosferze wielce przyjemnej, w domowym studio z piecem, w który upieką się ziemniaki. Tak w samym środku zupełnie zwyklej podlaskiej wsi, powstać może twoja niezwykła wiadomość dla... Dla kogoś tylko zechcesz. Jeżeli zechcesz nagrać informację romantyczną – na portalach randkowych na pewno zrobisz się zamieszanie.  A jeśli zechcesz powiedzieć komuś: hej, oddaj moją kasę ty huju. To zrobisz to tak, że hujowi pójdzie w pięty (jeśli to w ogóle możliwe). Tak czy inaczej – jesteśmy zawodowcami, którzy proponują Ci zrealizowanie monologu marzeń. Twoich, lub tej osoby, do której ta wypowiedź dotrze. Wszystko przez to, że jesteśmy empatyczni i ludzi lubimy.
04:10
October 20, 2020
Tortury dla kultury #56
Ratunku, ratunku, ratunku! Od dawno już nie ma koncertów, w teatrze grają sztuki dla kilku zamaskowanych, po obu stronach sceny – niecałkiem zdrowe emocje; w kinie widzowie oddychają wszystkimi gazami świata, trzymając się z dala od glutaminianu sodu, który marnieje w nietkniętych  chipsach Mało kto jest gotowy na takie tortury. Te Tortury dla kultury Poszatkowało nam materię kulturalną. Cała jej warstwa wyjściowa płonie ze wstydu, bo zanik życia kulturalnego  miasta grozi zarośnięciem przez chwasty niskich lotów,  utarte ścieżki neuronowe przestają być uczęszczane, mózgi to odczują. Za jakiś czas Niektórzy jeszcze udają, że gadanie online załatwi sprawę, a wycieczkę wirtualna po słynnym muzeum da wyobrażenie o pięknie. Idę do sauny, gdzie się pocę ze strachu, że będę mieć tylko wirtualne przeżycia. Skapuje ze mnie tamta ja, która mogła swobodnie dyskutować  o nieskończoności, spacerują po całym mieście, nie prosząc rozmówcy co chwilę, żeby mówił, głośniej, wyraźniej, bo ma za ciasną maskę. Umberto Eco twierdził, że w każdym dziele zawarte są pewne nieprzekraczalne granice, które sprawiają, że nie tyle możemy poznać „właściwą” interpretację, Co taką, która na pewno właściwą nie jest. Jak mogę zatem pojąć w pełni to kulturalne oddalenie? Czy to jest podstęp, który ma wzbudzić tęsknotę za doznaniem sztuki, za kulturą słowa, obrazu, gestu czynu i rozmowy? Dzieło naszej kulturalnej rzeczywistości interpretuję każdego dnia mniej kolorowo I czekam, aż objawi się granica, która mi powie,